Pióro w skamieniałym odchodzie dinozaura — i co z tego wynika
Muszę się przyznać — gdy pierwszy raz usłyszałam o tym odkryciu, to tytuł przykuł moją uwagę natychmiast. „Pióro w dinozaurzym guanie" to nie jest fraza, którą spotyka się codziennie. Ale jak się okazuje, to dziwaczne znalezisko może pomóc odpowiedzieć na jedno z największych pytań paleontologii: dlaczego ptaki przetrwały asteroidę, która zmiotła wszystko inne?
Niespodziewane znalezisko
Wyobraźmy sobie taką scenę: rok 2016, północno-wschodnia Montana. Paleontolog David DeMar Jr. wspina się po skalistym zboczu w poszukiwaniu skamieniałości ryb. Wtedy coś przykuwa jego uwagę — niewielki, ciemno czerwono-brązowy guzek, mniej więcej połowa wielkości piłeczki golfowej. Z ciekawością godną prawdziwego naukowca, przygląda mu się przez lupę.
A tam: maleńka skamieniała pióra.
Czy potraficie wyobrazić sobie tę chwilę? Robicie zwykłą pracę terenową i natykacie się na coś, czego nikt wcześniej w tym regionie nie znalazł — mimo ponad 150 lat poszukiwań. Niezłe, prawda?
Ale to dopiero początek. Ten mały kamień? To w ogóle nie był zwykły kamień.
Co kryło się w środku
Kiedy badacze z Uniwersytetu Południowej Kalifornii przepuścili okaz przez mikrotomograf (wyobraźcie sobie supersilny rentgen, który widzi wnętrze przedmiotów bez ich rozbierania), czekała ich niespodzianka. Ten niewielki guzek okazał się skamieniałymi odchodami — koprolitem — i był wypchany po brzegi przeróżnymi rzeczami.
Mowa o piórach, łuskach rybnych i maleńkich kościach nóg. Dużo ich. W oszałamiającym trójwymiarowym detalu.
Nate Carroll, jeden z badaczy, opisał to pięknie: „Co godzinę przetwarzania danych odsłaniało kolejne pióro, kolejną łuskę, kolejną kość."
Nie jestem paleontologiem, ale wyobrażam sobie, że to uczucie jest trochę jak rozpakowywanie prezentu za prezenteem w świąteczny poranek. Z tą różnicą, że każdy „prezent" to 66-milionoletnia biologiczna zagadka.
To co, czyje to były odchody?
Tu naukowcy zaczęli składać puzzle. Kości w środku należały do ptaka z grupy hesperornitów — starożytnego ptaka wodnego, który był czymś w rodzaju kredowego odpowiednika nurzyka. Te stworzenia nie były zbyt dobre w lataniu. Zamiast tego wykorzystywały swoje wyspecjalizowane stopy do nurkowania i polowania na ryby.
Pióra znalezione w środku? Wykazywały adaptacje do życia pod wodą — podobne do tego, co widzimy u współczesnych ptaków nurkujących. A ponieważ zarówno pióra, jak i kości ptaka znaleziono razem, badacze doszli do wniosku, że pióra najprawdopodobniej pochodzą właśnie od tego ptaka. Czyli w zasadzie jakiś duży dinozaur — może kuzyn T.-rexa lub podobny — złapał tego biednego nurkującego ptaka i... no cóż... przetworzył go.
Natura potrafi być czasem ciut ponura, nie sądzicie?
Dlaczego to jest ważne? Robi się fascynująco
Otóż 66 milionów lat temu, gdy asteroida uderzyła w Ziemię, prawie wszystko wyginęło. W tym większość ptaków. Ale przetrwała jedna konkretna grupa — Neornithes. To przodkowie każdego ptaka żyjącego dzisiaj.
Hesperornity, które trafiły do prehistorycznych odchodów? należały do zupełnie innej linii. I ta linia wymarła kompletnie.
Więc wielkie pytanie zawsze brzmiało: co sprawiło, że Neornithes były takie wyjątkowe? Dlaczego one przetrwały, gdy tak wiele innych ptaków nie dało rady?
Badacze mają pewien pomysł, i łączy się on z tymi piórami ptaków nurkujących. Uważają, że odpowiedź może tkwić w tym, gdzie te ptaki żyły i jak były przystosowane do środowisk wodnych.
Pomyślcie o tym: gdy asteroida uderzyła i wszystko się posypało — pożary, ciemności, globalne ochłodzenie — ptaki, które mogły znaleźć jedzenie w wodzie, miałyby większe szanse niż te uzależnione całkowicie od lądu. To nie jest jeszcze pewna odpowiedź, ale to fascynujący trop.
Czemu to odkrycie mnie tak ekscytuje
Oto co kocham w tej historii: nauka czasami zabiera nas w najdziwniejsze miejsca w poszukiwaniu odpowiedzi. Nikt wcześniej nie pomyślał, żeby szukać piór w koprolitach. Nie była to może najbardziej efektowna linia badań.
Ale czasem najlepsze odkrycia pochodzą z zaglądania w miejsca, do których nikt wcześniej nie zajrzał.
Jingmai O'Connor, główna badaczka, nazwała to „takim pięknym, świetnie zachowanym piórem, z tak nieoczekiwanego źródła". I szczerze mówiąc, myślę, że trafnie to podsumowuje.
Często myślimy o przełomach naukowych jako o czymś, co dzieje się w zaawansowanych laboratoriach albo podczas dramatycznych wypraw. I owszem, to też ma znaczenie. Ale czasem to po prostu naukowiec w terenie, który podnosi niepozornie wyglądający kamień i postanawia przyjrzeć mu się bliżej.
W tym właśnie tkwi siła ciekawości — zwraca uwagę na drobiazgi.
Podsumowując
Więc następnym razem, gdy zobaczycie ptaka za oknem — czy to gołębia, rudzika, czy kaczkę — pamiętajcie: patrzycie na dinozaura. I 66 milionów lat temu, gdy wszystko się zawaliło, coś w starożytnych krewnych waszego ptaka miało dokładnie to, co potrzeba do przetrwania.
Wciąż badamy, co to dokładnie było. Ale dzięki jednej szczęśliwej kupce skamieniałych odchodów, być może zbliżamy się do odpowiedzi.
Jak tam lubicie paleontologię?