A co jeśli od zawsze liczyliśmy ludzi źle?
Słuchaj, muszę ci się czymś podzielić. Coś mnie naprawdę zaskoczyło w tym tygodniu.
Wiesz, ilu ludzi według oficjalnych danych zamieszkuje Ziemię? Większość źródeł podaje około 8,2 miliarda. Ta liczba jest tak ogromna, że nasze mózgi po prostu się przy niej wyłączają, prawda? Przyjmujemy ją do wiadomości bez mrugnięcia okiem.
Ale co, jeśli powiem ci, że niektórzy naukowcy uważają, że gdzieś ginie nam spory kawałek ludzkości? Mowa wręcz o miliardach osób, które jakoś umykają statystykom?
Dokładnie tego dowodzi nowe badanie zespołu z fińskiego Uniwersytetu Aalto i szczerze? Wnioski są dość mocne.
Skąd się to wzięło
Cała historia jest trochę nieoczekiwana. Główny autor, Josias Láng-Ritter, to badacz zajmujący się zasobami wodnymi – kompletnie inna dziedzina niż demografia. Ale okazuje się, że kiedy studiujesz tamy w terenie, po drodze zbierasz naprawdę szczegółowe dane o ludności.
Dlaczego? Bo przy budowie zapór trzeba przesiedlać mieszkańców terenów, które znajdą się pod wodą. A tych ludzi trzeba odszkodować. Czyli ktoś musi ich policzyć z precyzją co do jednego.
Láng-Ritter i ekipa przeanalizowali 300 projektów budowy tam na obszarach wiejskich, obejmując 35 różnych krajów. Dane demograficzne sięgały roku 1975. Porównali te ręczne spisy z globalnymi bazami danych, z których korzysta cały świat. I wyniki były niepokojące.
Populacje wiejskie są niedoszacowane o 53 do 84 procent – w zależności od źródła danych.
Zastanów się nad tym przez chwilę. To nie jest błąd zaokrąglenia. To nie jest "ups, pominęliśmy kilka tysięcy osób". To potencjalnie setki milionów, a może nawet miliardy ludzi, których globalne modele populacyjne po prostu nie uwzględniły.
Dlaczego tak się dzieje?
Tu zaczyna się robić ciekawie, ale też trochę frustrująco. Wiele krajów zwyczajnie nie stać na przeprowadzenie dokładnych spisów ludności, szczególnie w odległych regionach wiejskich. Weź pod uwagę: niektóre wioski leżą dni drogi od najbliższego miasta. Wysyłać ludzi do każdego domu w wiejskiej Afryce, Azji czy Ameryce Południowej? To kosztuje mnóstwo kasy i jest logistycznym koszmarem.
Globalne zbiory danych, które badacze sprawdzali – WorldPop, GRUMP, LandScan i inne – są używane przez tysiące badań i wpływają na naprawdę ważne decyzje dotyczące podziału zasobów. Tymczasem według Láng-Rittera "ich dokładność dotąd nie była systematycznie weryfikowana".
A to, co mnie najbardziej uderzyło: w przeciwieństwie do globalnych baz opartych na granicach administracyjnych, te spisy przy przesiedleniach były wykonywane w terenie, człowiek po człowieku. Nie miały tych samych luk, które mogą przebijać się przez narodowe spisy.
Ale sceptycy też mają rację
Zanim zaczniemy panikować, muszę wspomnieć, że nie wszyscy są przekonani. Stuart Gietel-Basten z Uniwersytetu Nauki i Technologii w Hongkongu zwraca na coś ważnego uwagę: gdybyśmy naprawdę pomijali w spisach miliardy osób, to przeczyłoby to tysiącom innych zbiorów danych i latom badań demograficznych.
I szczerze? To uczciwy argument. Nasze metody liczenia populacji są całkiem zaawansowane. Mamy satelity, modele komputerowe, różne techniki statystyczne. Wizja, że przeoczyliśmy aż tak wielu ludzi, wydaje się... mało prawdopodobna?
Ale moim zdaniem, nawet jeśli liczby nie są aż tak dramatyczne, sam problem jest realny. Obszary wiejskie faktycznie trudniej policzyć. Zasoby rzeczywiście są rozdzielane na podstawie tych danych. A jeśli nawet znaczący procent populacji wiejskiej umyka spisom, to i tak przekłada się na realne problemy prawdziwych społeczności.
Dlaczego powinno cię to obchodzić?
Możesz myśleć: "OK, ciekawe, ale co z tego?" Otóż chodzi o to, że dane demograficzne to nie tylko ciekawostka o tym, ilu nas jest.Wpływają na wszystko.
Kiedy rządy decydują, gdzie wybudować szpital, szkołę czy drogę – korzystają z danych o ludności. Kiedy organizacje rozdzielają pomoc humanitarną czy szczepionki – korzystają z danych o ludności. Kiedy naukowcy modelują skutki zmian klimatycznych czy przewidują zapotrzebowanie na żywność – korzystają z danych o ludności.
Jeśli te liczby są poważnie przekłamane, decyzje zapadają na podstawie niepełnych informacji. Społeczności, które faktycznie istnieją, mogą zostać pominięte. Zasoby mogą trafić nie tam, gdzie powinny.
Nawet jeśli mylimy się tylko o 10 czy 20 procent w niektórych regionach, to wciąż miliony ludzi potencjalnie nie otrzymują usług, których potrzebują.
Podsumowując
Nie sądzę, że nagle przepiszemy podręczniki do demografii. Wizja kilku dodatkowych miliardów ludzi chodzących sobie niezauważonych po planecie wydaje się dość odległa.
Ale to badanie pokazuje coś ważnego: powinniśmy zainwestować więcej w dokładne liczenie ludności na terenach wiejskich. Lepsze metody spisowe, więcej funduszy na zbieranie danych w odległych regionach, niezależna weryfikacja globalnych baz.
W końcu każdy człowiek się liczy – dosłownie.
A co ty o tym myślisz? Czy ta research sprawia, że zaczynasz podważać nasze metody śledzenia globalnej populacji, czy może podchodzisz do tego sceptycznie jak eksperci? Daj znać w komentarzach – chętnie przeczytam twoje zdanie!