Pchły i szczury? Nie tym razem. Ta zaraza jest znacznie starsza, niż myśleliśmy
Muszę wam coś opowiedzieć. Coś, co dosłownie wywróciło moje myślenie do góry nogami.
Wszyscy znamy dżumę, prawda? Pchły, szczury, Czarna Śmierć, która zabrała połowę Europy w XIV wieku. Złowieszczy rozdział historii, który dziś karmi filmy o zombiech.
No to przygotujcie się na szok.
Dżuma nie zaczęła się w średniowieczu. Nie zaczęła się nawet wraz z osadnictwem i rolnictwem. Najnowsze badania opublikowane w Nature pokazują, że ta choroba dziesiątkowała ludzi 5500 lat temu — gdy żyliśmy jeszcze jako zbieracze i myśliwi w małych grupkach.
Archeolodzy głowili się nad tym przez dziesięciolecia
Pewne cmentarzyska niedaleko jeziora Bajkał w Syberii kryły tajemnicę. archeolodzy znajdowali tam zbyt wielu młodych ludzi pochowanych razem. Czasem rodzeństwo. Czasem rodziców z dziećmi. Wszyscy zginęli mniej więcej w tym samym czasie.
Co mogło spowodować taką masową śmierć młodych ludzi w prehistorycznych społecznościach?
I wtedy na scenę wkroczyli detektywi DNA.
Międzynarodowy zespół naukowców sięgnął po szczątki z czterech cmentarzysk zbieraczy-myśliwych w Syberii. Wyekstrahowali materiał genetyczny z zębów — bo zęby to świetne składnice biologicznych informacji sprzed tysięcy lat. Zrekonstruowali genomy bakteryjne.
Co znaleźli?
Yersinia pestis — dokładnie ta sama bakteria, która wywołuje dżumę. Obecna u prawie 40% z 46 przebadanych osób.
Czterdzieści procent.
Zatrzymaj się na chwilę i przemyśl to. To wyższy wskaźnik wykrywalności niż na niejednej średniowiecznej nekropolii. To nie były odosobnione przypadki. Ta choroba siała spustoszenie w tych małych społecznościach z przerażającą skutecznością.
Niespodzianka w genach
Tu robi się naprawdę interesująco — przynajmniej dla naukowców.
Wcześniejsze badania sugerowały, że dawne szczepy dżumy były łagodniejsze. Brakowało im pewnych cech genetycznych, które później pozwoliły dżumie dymieniczej rozprzestrzeniać się przez pchły i gryzonie.
Nowe badania obalają to założenie.
Naukowcy odkryli, że te starożytne szczepy z Syberii miały coś zwanego superantygenem — czynnik genetyczny wytwarzający toksyny, który wywołuje potężne reakcje immunologiczne. I tu jest naprawdę szalona część: tego superantygenu nie znaleziono w żadnym późniejszym historycznym szczepie dżumy. Jest unikalny dla tych starożytnych wersji.
Czyli ci zbieracze-myśliwi nie zmagali się z osłabioną, prymitywną wersją dżumy. Mieli do czynienia z potworem. Chorobą już wtedy śmiertelnie groźną — szczególnie dla dzieci.
"Najwcześniejsze formy dżumy były już wysoce zjadliwe" — podsumowali autorzy badania. Dzieci ponosiły jej główny ciężar. To wyjaśnia te tajemnicze zbiorowe groby młodych ludzi, nad którymi archeolodzy głowili się przez dekady.
Susły — prawdziwi podejrzeni
No dobrze, ale jak ci prehistoryczni ludzie w ogóle złapali dżumę? Nie było jeszcze szczurów, nie było zatłoczonych miast, żadnych szlaków handlowych.
Winni są susły — te duże, krępe gryzonie, które ryją nory w stepach Azji Środkowej. Starożytny DNA pokazuje, że ci zbieracze-myśliwi mieli bliski kontakt z susłami. A wiecie co? Susły nadal przenoszą dżumę.
Naukowcy uważają, że choroba mogła przeskakiwać bezpośrednio z zakażonych susłów na ludzi. Bez całego łańcucha przenoszenia przez pchły i szczury, który znamy z późniejszej historii.
To badanie wzmacnia też teorię, że dżuma po raz pierwszy pojawiła się w Azji Środkowej lub Północno-Wschodniej, zanim rozprzestrzeniła się przez Eurazję wraz z dzikimi gryzoniami. Właściwie patrzyliśmy na tę chorobę z nie tej strony historii.
Dlaczego to jest ważniejsze, niż ci się wydaje
Nie wiem jak wy, ale ja jestem tym absolutnie zafascynowany. I to z powodów wykraczających poza "fajny fakt naukowy".
To mówi nam coś głębokiego o relacji między ludźmi a chorobami: nigdy tak naprawdę nie byliśmy bezpieczni. Nawet gdy byliśmy małymi grupkami zbieraczy, żyjącymi lekko na Ziemi, bez miast, bez dróg handlowych, bez udomowionych zwierząt — choroby już wtedy potrafiły nas znaleźć i uderzyć mocno.
To również sprawia, że zastanawiam się, ile innych "nowoczesnych" kryzysów zdrowotnych tak naprawdę prześladuje ludzkość od tysięcy lat. Czeka tylko, aż archeolodzy i genetycy odkryją ich starożytne korzenie.
I szczerze? To sprawia, że bardziej doceniam współczesną medycynę. Kiedy uświadomisz sobie, że infekcja bakteryjna mogła zabrać 40% twojej małej społeczności w krótkim czasie — bez antybiotyków, bez szpitali, bez żadnego pojęcia o zarazkach — zyskujesz poważną perspektywę.
Następnym razem, gdy bierzesz antybiotyki jak coś oczywistego, może chwilę pomyśl o tych syberyjskich dzieciach sprzed 5500 lat. Pochowanych razem, bo dżuma zabrała je wszystkie niemal jednocześnie.
Żyjemy w naprawdę cudownych czasach. Nawet jeśli nie zawsze tak to wygląda.
Czasem przeszłość to najlepsze lekarstwo na brak wdzięczności.