Krzesło kempingowe, które nie odpuści — nawet gdy Ty byś chciał
No dobra, przyznaję się bez bicia: przez lata wpakowałem w tanie krzesła kempingowe tyle kasy, że mógłbym sobie kupić porządny fotel do salonu.
A efekt? Zawsze ten sam. Materiał rozrywa się przy pierwszym kontakcie z gałęzią. Rurki się wyginały, jakby były z cukierków. A ramę? Ta potrafiła się przewrócić podczas lekkiego podmuchu wiatru — nie żartuję.
Dlatego kiedy w moje ręce wpadło Kelty Rad-Arondack, podszedłem do tematu z mieszanką nadziei i ostrożności. Czy to będzie kolejne rozczarowanie, czy może w końcu coś, co przetrwa więcej niż jeden sezon?
Odpowiedź? Przeczytaj dalej.
Klassyczny kształt w wersji do spakowania
Kelty Rad-Arondack to tak naprawdę hołd dla kultowego fotela Adirondack — tego ciężkiego drewnianego potwora, który widuje się na werandach w amerykańskich filmach. Głębokie siedzenie, wygodny kąt nachylenia, solidne oparcie. Cała ta wygoda, ale w wersji, którą da się wrzucić do bagażnika.
Co ważne — to krzesło nie udaje, że jest czymś innym. Nie znajdziesz tutaj rekordów wagi ani rewolucyjnego designu. Za to znajdziesz coś, czego brakuje większości konkurencji: porządną konstrukcję.
Składanie: pięć minut główkowania, potem — cisza
Oszukam cię? Przy pierwszym rozpakowaniu stałem z elementami w rękach jak dziecko z nowym klockowym zestawem, którego instrukcja gdzieś się zapodziała.
W przeciwieństwie do typowych krzesełek kempingowych (tych „rozłóż i działaj", które przy składaniu zawsze łapią ci palce), tutaj kawałki trzeba ze sobą złączyć. Klik, klik, klik — i gotowe.
Ale jest haczyk, który mnie urzekł. Producent przemyślał sprawę składania. Nie musisz rozkładać całości, żeby spłaszczyć pakiet. Wyciągasz dwa bolce, zapinasz rzepy i masz całkiem poręczną paczkę w miękkim pokrowcu.
A propos pokrowca — jest na tyle miękki i wygodny, że mój golden retriever błyskawicznie uznał go za swoje spanie na kempingu. Kto by pomyślał, że torba do krzesła będzie spełniać podwójną funkcję?
Wytrzymałość: jak pancernik, tylko lżejszy (trochę)
Przeszliśmy do sedna, bo tutaj Kelty pokazuje klasę.
Przez ostatni miesiąc krzesło stało na moim tarasie. Deszcz? Proszę bardzo. Ostre słońce? Nie ma problemu. Te dziwne letnie burze, które pojawiają się znikąd? Teczę sobie z nich.
600 denier — tak dla niewtajemniczonych to materiał, który naprawdę znaczy „gruby i mocny". Nie przejmowałem się niczym, nie chowałem pod daszek. Wygląda jak nowe.
Czyszczenie? Prawie żadne. Przetarcie wilgotną szmatką, ewentualnie zmiotłem kurz szczotką. Koniec.
Jedyny haczyk? Waga. Dziewięć funtów. Dla porównania — tyle waży średniej wielkości golden retriever (ten dorosły, nie szczeniak). Jeśli planujesz taszczyć to na plecach przez góry — odpuść. Ale do campingu samochodowego? Spokojnie da radę. Ta waga oznacza zresztą, że nie powieje tego przy pierwszym podmuchu.
Niskie zawieszenie — kwestia gustu
Mała uwaga, zanim kupisz: Rad-Arondack siedzi niżej niż standardowe krzesła kempingowe. Nie dasz rady siedzieć tu po turecku przy ognisku. Za to idealnie nadaje się do siedzenia z nogami wyciągniętymi podczas zachodu słońca.
Mnie to odpowiada. Na małym tarasie sprawdza się świetnie, a przy pakowaniu do auta zajmuje połowę miejsca w pionie. Więcej przestrzeni na lodówkę — kto by nie chciał?
Jeśli jednak masz problemy z kolanami czy wstawaniem z niższych pozycji, poszukaj czegoś wyższego. Kelty ma w ofercie wersję typu leżak z większą wysokością.
Czy warto?
Szczera odpowiedź: zależy od tego, czego szukasz.
Nie jest to krzesło dla minimalistów爬山ujących z plecakiem. Nie znajdziesz tutaj piankowej amortyzacji ani Designerskich nagród.
Ale jeśli, tak jak ja, masz dość krzeselek, które trzeszczą, rozpadają się i lądują na śmietniku po jednym sezonie? Trałeś w dziesiątkę.
Wygodne, wytrzymałe, na tyle estetyczne, że używam go na tarasie przez cały rok. Po miesiącu testów nie wyobrażam sobie powrotu do wcześniejszych bubli.
Czasem najlepszy sprzęt nie jest tym najbardziej ekscytującym. Czasem to po prostu rzeczy, które działają — bez drama, bez niespodzianek.
I właśnie dlatego Kelty Rad-Arondack zostaje ze mną na dłużej.