Kiedy woda po prostu znika
Wyobraź sobie taką sytuację. Stoisz i patrzysz w dal, gdzie powinno być jezioro — jedno z największych zbiorników wodnych Arizony. A widzisz błoto. Same błoto i wyschniętą ziemię. Dokładnie to dzieje się teraz ze zbiornikiem San Carlos. I muszę ci powiedzieć — to jest jednocześnie fascynujące i przerażające.
Rzeka Gila, która ten zbiornik zasila, dosłownie się dusi. Zimowy śnieg w górach Nowego Meksyku? Stanowi zaledwie dwa procent tego, co powinno być. Dwa procent, ludzie. To nie jest susza. To jest alarm wodny przebrany za suszę.
Liczby robią wrażenie
Przeczytajmy sobie te liczby, bo naprawdę wbijały mnie w fotel. W normalnym roku wiosenny roztopy z górskich śniegów zasilają rzeki i uzupełniają zbiorniki. Ale w tym roku? W aprilu rzeka płynęła zaledwie w 39 procentach swojej normalnej objętości. W czerwcu w zbiorniku było mniej niż 400 akro-stóp wody.
Pozwól, że ci to zobrazuję. Akro-stopa to mniej więcej tyle, co powierzchnia jednego akra ziemi pokryta stopą wody. Takiej ilości starcza na rok dla kilku gospodarstw domowych. Ten zbiornik, który w pełni może pomieścić setki tysięcy akro-stóp, teraz ma mniej niż 400. Jakby porównać basen do kilku wanien.
Zdjęcia satelitarne pokazują to jeszcze bardziej dobitnie. W 2023 roku zbiornik był na około 60 procentach pojemności — wyglądał imponująco, był funkcjonalny. Przeskoczmy do maja 2026 roku — mniej niż jeden procent. Dosłownie widać ten charakterystyczny "pierścień wanny" — osady mineralne zostawione przez cofającą się wodę.
Ryby nie miały żadnych szans
Kiedy poziom wody zaczął spadać, pod jej powierzchnią wydarzyła się tragedia. Mniej wody oznacza mniej tlenu. A ryby, tak jak my, tego tlenu potrzebują. W końcu zbiornik stał się po prostu duszący.
Prawie wszystkie ryby zdechły. Sandacze, sumy, krąpie, płotki, nawet zarybione łososie. Cały ekosystem, który runął w przeciągu kilku tygodni.
Wydział rekreacji musiał zamknąć zbiornik i ostrzec ludzi przed zagrożeniami zdrowotnymi związanymi z rozkładającymi się rybami. Ciężko mi to napisać, ale to napiszę: "Uwaga: Nie zbliżajcie się do martwych ryb."
To już się działo. Wielokrotnie
A teraz coś, co mnie naprawdę zszokowało. Zbiornik San Carlos wysychał całkowicie co najmniej dwadzieścia razy od momentu pierwszego napełnienia w 1930 roku. Dwadzieścia razy! плотину Cut Dam oddano do użytku właśnie wtedy, a legenda głosi, że sam Will Rogers zażartował do prezydenta Coolidge'a: "Gdyby to było moje jezioro, to bym je skosił."
Masowe śnięcia ryb też już tu były. W 1976 roku zdechło ponad pięć milionów ryb, a ekosystem potrzebował pięciu lat na regenerację. Pięciu lat! A to był tylko jeden epizod z długiej historii cykli wzlotów i upadków.
Jest jakaś nadzieja?
Nie chcę kończyć tego tekstu samym pesymizmem. Południowy Zachód słynie z niestabilności jeśli chodzi o opady. Ten sam region, który teraz zmaga się z poważną suszą, za chwilę może dostać błyskawiczne zalewanie od wyjątkowo wilgotnego sezonu monsunowego.
NOAA przewiduje 33 do 50 procent szans na powyżej przeciętne opady letnie, a warunki El Niño w Pacyfiku się wzmacniają — ten wzorzec czasem przynosi cięższe deszcze na południowy zachód.
Więc choć ten zbiornik teraz wygląda na ginący, przy odpowiednich burzach może zacząć się znów napełniać. Już tak bywało. Prawdopodobnie zdarzy się znowu.
Co z tego wynika?
Ale szczerze mówiąc? Cała ta sytuacja to dzwonek alarmowy dotyczący wody na amerykańskim Zachodzie. Nie mówimy tutaj o jeziorze, które jest niewygodnie niskie. Mówimy o wodzie, od której zależą całe społeczności. Której rolnicy używają do uprawy żywności. Która jest domem dla dzikiej fauny.
Rzeka Gila łączy zaśnieżone góry Nowego Meksyku z pustynnymi osadami Arizony — to linia życia przechodząca przez jedne z najsuchszych terenów w kraju. Kiedy ta linia się przerywa, wszyscy poniżej to odczuwają.
Ciągle myślę o tych zdjęciach satelitarnych. Ten sam zbiornik, to samo miejsce, kompletnie inne rzeczywistości zależnie od roku. Wersja z 2023 wyglądała zdrowo, niemal pełna. Wersja z 2026 wygląda jak blizna na pustynnej ziemi.
Zmienność klimatu nie jest nowością na południowym zachodzie. Ale kiedy wzorce się przesuwają i ekstrema stają się coraz częstsze, momenty takie jak ten mogą występować częściej — i być bardziej dotkliwe.
Na razie trzymam kciuki za deszcz. Ale trzymam też kciuki za to, żebyśmy zaczęli traktować oszczędzanie wody znacznie poważniej. Bo ten zbiornik to nie tylko jezioro. To lekcja, której najwyraźniej nieustannie musimy się uczyć na nowo.