Dobrze, czy możemy chwilę porozmawiać o tym, jak czasem największe odkrycia zdarzają się całkowicie przypadkiem?
Kilka dni temu czytałem o niesamowitej historii, która, szczerze mówiąc, brzmiała jak fragment powieści przygodowej. W 2008 roku geolog pracujący dla firmy wydobywającej diamenty w Namibii zauważył coś dziwnego w piasku. Przedmiot był mniej więcej okrągły, wyglądał jak kamień, ale coś skłoniło go do podniesienia go.
Okazało się, że to wcale nie był kamień. Była to sztabka miedzi – część ogromnego ładunku z portugalskiego statku Bom Jesus, który leżał na dnie oceanu przez niemal 500 lat.
Rejs, który poszedł źle
Pozwólcie, że nakreślę wam obraz. Jest 7 marca 1533 roku. Bom Jesus, trzymasztowiec handlowy, wypływa z Lizbony w podróż, która ma trwać 15 miesięcy i służyć pozyskaniu przypraw z odległych krain. Na pokładzie znajduje się około 300 osób – marynarzy, żołnierzy, kupców, księży, a nawet niewolników. Kapitanem był Dom Francisco de Noronha, a wszyscy liczyli na powrót w bogactwie.
Ale ten statek nigdy nie wrócił.
Gdzieś w okolicach dzisiejszej Namibii Bom Jesus wpadł w sztorm, zniosło go zbyt blisko brzegu i rozbił się o skały. Ładunek rozproszył się wzdłuż około 25 kilometrów wybrzeża, a statek popadł w zapomnienie.
Aż do momentu, gdy oczywiście ten geolog podniósł tę sztabkę 475 lat później.
Dlaczego ten wrak jest tak ważny
Oto co jest niezwykłe w tym odkryciu: Bom Jesus to najstarszy wrak odnaleziony wzdłuż afrykańskiego wybrzeża na południe od Sahary, a według wszystkiego, co przeczytałem, był też najbogatszy. Archeolodzy wydobyli 22 tony sztabek miedzi, a także kość słoniową, złoto i piękne stare przyrządy nawigacyjne zwane astrolabiami.
Sztabki były szczególnie fascynujące, ponieważ nosiły pieczęć Antona Fuggera – jednego z najbogatszych kupców w Europie tamtych czasów. Znalezienie jego znaku na ładunku pomogło historykom odtworzyć historię właścicieli tych dóbr i sposób, w jaki trafiły one na ten statek.
A najlepsze jest to, że choć część ładunku przepadła w morzu i czasie, wydaje się, że większość osób na pokładzie dotarła do brzegu. Jedyne ludzkie szczątki, jakie znaleziono, to kilka kości palców u stóp wewnątrz buta, co jest dość poruszające, gdy się nad tym zastanowić.
Ale tu sprawy się komplikują
Teraz część tej historii, która, szczerze mówiąc, trochę mnie smuci.
Bom Jesus znaleziono w miejscu zwanym Sperrgebiet – co po niemiecku oznacza „Strefa Zakazana”. Jest to obszar zamknięty ze względu na tamtejsze kopalnie diamentów, i choć ten status ochronił wrak przed łowcami skarbów, stworzył też biurokratyczny koszmar.
Gdy dokonano odkrycia, na miejscu nie było nawet archeologa morskiego. Podobno ktoś zadzwonił do specjalisty po poradę przez telefon, podczas gdy pracownicy kopalni próbowali wymyślić, co robić. Czy potraficie to sobie wyobrazić?
A potem jest jeszcze problem konserwacji. Te artefakty spędziły niemal 500 lat pod wodą w środowisku pozbawionym tlenu. Gdy wyciąga się je na zwykłe powietrze, zaczynają się rozpadać. To jak z szarlotką waszej ciotki – po kilku dniach w lodówce już nie smakuje tak samo – warunki mają znaczenie, ludzie.
Sztabki, które przy pierwszym odkryciu miały piękne, wyraźne stemple trójzębu Fug