Księżniczki faraonów — co naprawdę kryło się za k Flaną kurtyną?
Masz przed oczami księżniczkę ze starożytnego Egiptu? Pewnie widzisz kogoś w lekkiej lnianej sukience, otoczonego sługami, może uczestniczącego w jakiejś ceremonii. Delikatna, wyrafinowana — taka, co to raczej nie miałaby nic wspólnego z bronią.
Czas to zweryfikować.
Grobowiec, który zmienił wszystko
Pod koniec XIX wieku archeolodzy grzebali się w kompleksie grobowym w Dahszur. Natrafili na sześć królewskich mumii — i co znajdowało się przy nich? Łuki, strzały, sztylet i maczugi. Ekwipunek typowego wojownika.
Przez dziesięciolecia nikt się tym nie przejmował. Uznano, że to tylko symbolika — ozdobne wyposażenie grobu, nic więcej. Przecież to były księżniczki. Co miałyby robić z bronią?
No i nagle — 2020 rok. Zespół badawczy postanowił przyjrzeć się tym szczątkom na nowo. Tym razem z prawdziwą ciekawością naukowca.
Co mówią kości?
Kierowana przez dr Zeinab Haszesz ekipa dokładnie zbadała szkielety sześciu osób z rodziny królewskiej. Wśród nich — cztery siostry i córki faraona Amenemhata II.
Naukowcy szukali tzw. przyczepów mięśniowych. Brzmi nudnawe? A to właściwie świetna sprawa. Chodzi o miejsca, gdzie mięśnie łączą się z kośćmi. Kiedy regularnie używasz jakiejś partii ciała — ta kość się zmienia. Robi się mocniejsza, bardziej wyrazista. Porównaj sobie kości kogoś, kto całe życie siedzi na kanapie, z kośćmi profesjonalnego sportowca. Różnica jest widoczna gołym okiem.
I wiecie, co odkryli u tych księżniczek?
Księżniczka Ita — młoda kobieta między 28. a 34. rokiem życia — miała potężnie rozwinięte mięśnie górnej części ciała. Jej kości nie kłamały. Regularnie machała maczugą albo sztyletem.
Księżniczka Itaweret — jeszcze młodsza — była świetną łuczniczką. Jej ramiona i plecy nosiły ślady wieloletniego treningu z łukiem. Nie były to żarty ani weekendowe hobby.
Życie twardzielek
Wyobraźcie sobie Itaweret — może dwudziestoparoletnią dziewczynę, która dzień w dzień ćwiczyła strzelectwo. Naukowcy znaleźli u niej ślady zagojonych złamań żeber i stopy. Takie urazy biorą się z upadków, uderzeń, intensywnego trybu życia.
Ale tu zaczyna się najciekawsze. Te złamania się zrosły. Dobrze się zrosły.
A to oznacza tylko jedno: te kobiety miały dostęp do naprawdę zaawansowanej opieki medycznej. Nie były pozostawione same sobie. Ktoś o nie dbał, leczył je i复原ywał, żeby mogły wrócić do treningów.
Twarde i wartościowe. Taka kombinacja.
Problem z genetyką
Jest jeszcze jeden szczegół, który rzuca cień na całą tę historię. Naukowcy zauważyli u sióstr rzadkie anomalie kręgosłupa. Powtarzały się u wielu członków rodziny. Wniosek? Rodzice — i cała rodzina królewska — byli ze sobą blisko spokrewnieni.
Egipt jakoś specjalnie nie wyróżniał się tym na tle innych starożytnych monarchii. Chęć utrzymania "czystości" rodu była niestety powszechna.
Dlaczego to ma znaczenie?
Ta praca to dla mnie przede wszystkim przypomnienie, jak często nasze wyobrażenia o przeszłości biorą się z niczego. Przez dziesięciolecia obecność broni w grobach tych kobiet tłumaczono symboliką. Po prostu założyliśmy, że księżniczki nie walczyły.
Nauka nie przejmuje się naszymi założeniami. Kości mówią prawdę.
To nie jest tylko ciekawostka do podzielenia się na imprezie. To zmienia sposób, w jaki rozumiemy starożytne społeczeństwa. Królewskie kobiety z Egiptu nie były ozdobnikami produkującymi następców tronu. Były aktywnymi uczestniczkami swojego świata. Nabywały umiejętności, mierzyły się z wyzwaniami i zapewne miały historie, które moglibyśmy tylko sobie wyobrażać.
Co dalej?
Oczywiście, wiele zostało do odkrycia. Czasy pełne badań archeologicznych sprzed ponad wieku nie były zbyt delikatne dla szczątków — czaszki księżniczek zostały zgubione. To ogranicza pewne analizy.
Ale mam nadzieję, że to dopiero początek.
Następnym razem, gdy pomyślisz o starożytnym Egipcie, spróbuj inaczej. Wyobraź sobie księżniczkę z dłońmi obtartymi od napinania cięciwy. Ze bliznami po polowaniach. Z prawdziwym sztyletem u boku — i wiedzą, jak go użyć.
Bo najwyraźniej dokładnie tacy właśnie byli.