W końcu ktoś zalegalizował krzesło na pranie
Przyznajcie się – każdy ma takie krzesło. W sypialni, pod górą ciuchów. Dżinsy po pół dnia, swetry z restauracji, koszulki niby czyste, ale do szafy nie pasują.
Na szczęście Simone Giertz wzięła ten powszechny problem i zrobiła z niego coś genialnego. Z robotami w tle, bo to jej specjalność.
Krzesło na pranie – dlaczego to takie powszechne
Zanim pokażę wynalazek Simone, zatrzymajmy się na chwilę. To nie jest żaden wstydliwy nawyk. Dotyczy wszystkich.
Ubrania nie są brudne – kosz odpada. Ale świeże z suszarki też nie. Więc lądują na krześle. Jak uchodźcy tekstylni w zawieszeniu.
Najlepsze? Nawet pedanci mają swoje krzesło. Kolega z pracy? Na bank też. Czujesz ulgę, prawda?
Simone Giertz – królowa szalonych wynalazków
Nie znasz Simone? Nadrob. To youtubowa gwiazda inżynierii. Stworzyła maszynę do śniadań, która głównie brudziła. I masę "gównianych robotów", co rozwiązują codzienne bolączki.
Jej siła? Widzi irytujące drobiazgi, których znosimy. I je naprawia. Czasem przesadnie, czasem absurdalnie. Ale zawsze z pytaniem: po co to znosić?
Rozwiązanie, na jakie zasługujemy
To projekt marzeń. Firmy tech gonią za rewolucjami niepotrzebnymi. Simone leczy prawdziwe rany.
Krzesło na pranie to znak naszych czasów. Pędzimy, oceniamy czystość na szybko. Potrzebujemy gadżetów pod nas, nie pod ideały.
Nie zmienisz natury ludzkiej. Lepiej dostosuj narzędzie.
Dlaczego to nie jest głupota
Na pierwszy rzut oka – zabawa. Ale to lekcja designu. Zaczyna od naszych przyzwyczajeń, nie narzuca reguł.
Najlepsze wynalazki pasują do życia. Krzesło na pranie nigdzie nie zniknie. Zróbmy je mądrzejszym.
Ciekaw jestem, co wymyśliła Simone. Znając ją – hit z nutką szaleństwa. Jeśli ogarnie "gdzie ten prawie czysty t-shirt", to brawo.
Jak u was z krzesłem na pranie? Chcecie high-tech ratunek dla ciuchowego limbo?
Źródło: https://www.wired.com/story/simone-giertz-laundry-chair