Cena, która sama w sobie jest żartem
Wyobraź sobie: szukasz nowej myszki do gier i natykasz się na cenę dokładnie 1337 dolarów. Myślisz: "Błąd, na pewno"? Nic z tych rzeczy! Razer wypuścił limitowaną edycję Boomslang na 20-lecie. Nazwali ją po kultowym numerze z gamingowej historii.
Dla nowszych graczy: "1337", czyli "leet", to stary slang internetowy. Pisano tak "elite", by brzmieć jak prawdziwy kozak. To czasy modemów i powolnego netu, zanim LED-y zalały klawiatury.
Powrót do początków
Pierwszy Boomslang zrewolucjonizował myszki na początku lat 2000. Inne modele z kulką zbierały brud i ślizgały się po niczym. Ta optyczna bestia działała na wszystkim. Jak przesiadka z fury na rakietę – kursor w końcu słuchał rozkazów.
Nowa wersja to nie tylko sentyment. Razer wsadził w nią dzisiejsze bebechy, ale zostawił ten sam, legendarny wygląd. Klasyka spotyka nowoczesność, jak stary kabriolet z silnikiem z Formuły 1.
Czy warto wyłożyć fortunę?
Gadżety kolekcjonerskie w gamingu to nie praktyczne zakupy. Nikt nie potrzebuje kolejnej myszki na co dzień. Kupujesz kawałek historii: epokę domowych LAN-ek i narodzin e-sportu.
Jakość na poziomie Razera, sensor topowy, wszystko działa idealnie. Ale prawda jest taka: za ułamek tej ceny dostaniesz prawie to samo z ich zwykłej oferty.
Co to w końcu: zabawka czy narzędzie?
Ta myszka balansuje na granicy sprzętu i eksponatu. Jeśli kochasz gamingową przeszłość i kasa nie gryzie, to super gadżet na imprezie. Cena sama przyciąga wzrok i rozmowy!
Ale na codzienne granie? Lepiej wybierz coś tańszego i równie dobrego. To dla kolekcjonerów i weteranów, co pamiętają początki.
Razer genialnie zagrał memem z "leet". Rozkręca dyskusje i oddaje ducha starych czasów. Czy warte 1337 dolców? Twoja sprawa i portfel.
W skrócie: Świetna myszka owinięta w nostalgię, z ceną albo zabawną, albo absurdalną. Dla większości – podziwiaj z daleka.
Źródło: Wired