Zwyczajny wykop, niezwyczajne znalezisko
Muszę wam opowiedzieć o tej historii, bo nie mogę przestać o niej myśleć od momentu, gdy ją przeczytałam.
Wyobraźcie sobie taką sytuację: grupa studentów archeologii z Uniwersytetu Cambridge wybiera się na rutynowy wykop treningski jakieś pięć kilometrów za miastem. Nic ekscytującego, prawda? Spodziewali się raczej znalezienia fragmentów ceramiki albo może jakiegoś guzika z lat sześćdziesiątych — jeden ze studentów przyznał, że jego najlepszym dotychczasowym znaleziskiem była foliowa otoczka od cukierka Smarties. Prawdziwy skarb.
A potem — zwrot akcji.
Grób pełen tajemnic
Pod powierzchnią natrafili na zbiorowy grób z dziewiątego wieku. Nie cichy, uszanowany pochówek indywidualny. Mówimy o co najmniej dziesięciu różnych osobach wrzuconych do jednego dołu. Szczątki były... cóż, nie były ułożone z pietyzmem. Leżały czaszki bez tułowi, nogi powrzucane jedna na drugą, całe szkielety pomieszane z poćwiartowanymi częściami. Niektóre kości nosiły ślady wiązania.
Krew mnie zalewa.
Naukowcy podejrzewają, że ten zbiorowy grób ma związek z brutalnymi konfliktami na granicy tamtej epoki. W tamtych czasach okolice Cambridge były strefą wojenną — pod koniec ósmego wieku rządził król Offa i jego Mercia, a gdzieś około 874 roku najechała Wielka Armia Wikingów. Saskowie i Wikingowie ścierali się przez dekady, a ten region leżał dokładnie w samym środku.
Hipoteza robocza? Ci młodzi mężczyźni zginęli w bitwie lub zostali straceni, a potem w pośpiechu pogrzebani bez żadnej ceremonii. Część szczątków nosiła ślady ran bitewnych — jeden biedak miał ślady cięć na szczęce sugerujące ścięcie głowy.
Olbrzym w dole
Ale to, co naprawdę mnie zafascynowało, to inna postać.
Wśród wszystkich szczątków wyróżniał się jeden człowiek — dosłownie. Mierzył prawie dwa metry wzrostu. Możecie pomyśleć: "No i co z tego, to w sumie nie jest aż tak wysoki." Ale kochani, mówimy o dziewiątym wieku. Przeciętny mężczyzna wtedy miał około 168 centymetrów. Ten gość musiał górować nad wszystkimi jak prawdziwy olbrzym. Byłby postacią wyróżniającą się, onieśmielającą, zapadającą w pamięć — z pewnością opowiadano o nim niestworzone historie.
A teraz najlepsze — miał chirurgicznie wywiercony otwór w czaszce.
To trepanacja, starożytny zabieg medyczny, podczas którego dosłownie wiercono człowiekowi w głowę, żeby "uwolnić" migreny lub napady padaczkowe. Dziś wiemy, że tamci ludzie kompletnie nie rozumieli, jak działa mózg, ale cóż — bywało, że człowiek robił, co mógł.
Co było nie tak z tym gościem?
Badacze wysunęli hipotezę i jest ona fascynująca. Podejrzewają, że ten "olbrzym" mógł mieć guza przysadki mózgowej — gruczołu odpowiedzialnego za hormony wzrostu. To wyjaśniałoby, czemu był tak niezwykle wysoki jak na swoje czasy — i czemu mógł cierpieć na potworne bóle głowy, które skłoniły kogoś do wywiercenia mu dziury w czaszce.
Kurator zbiorów w Cambridge, Trish Biers, powiedziała, że na strukturze jego kości widać "unikalne cechy" potwierdzające tę teorię. Jak niesamowite jest to, że możemy zdiagnozować schorzenie u człowieka, który zmarł ponad tysiąc lat temu, tylko patrząc na jego kości?
Co dalej?
A oto co kocham w nauce — to nie jest koniec historii, to dopiero początek.
Historic England planuje nowe badania terenowe. Zespół z Cambridge przeprowadzi analizę starożytnego DNA, badania izotopowe (które mogą powiedzieć nam o diecie i miejscu dorastania) oraz spróbuje "złożyć" kości z powrotem — dosłownie dopasować je do siebie jak makabryczną układankę, żeby ustalić dokładną liczbę pochowanych osób.
Jeden z badaczy, Oscar Aldred, zasugerował, że niektóre rozrzucone części ciał mogły wcześniej wystawiane jako trofea, zanim zostały zebrane i pogrzebane. To ponure, ale daje nam wgląd w to, jak brutalna i chaotyczna była tamta epoka.
Dlaczego to jest ważne
Wiem, że to ciemny temat. Zbiorowe groby, egzekucje, starożytne okrucieństwa — nie jest to szczególnie radosna tematyka. Ale właśnie coś mnie w takich historiach porusza.
Ci studenci wyszli spodziewając się, że nie znajdą nic ciekawego, a skończyli odsłaniając kawałek historii, który podważa wszystko, co myśleliśmy o Cambridge w epoce wikingów. Znaleźli fizyczne dowody konfliktów, o których historycy mogli dotychczas tylko czytać w starych rękopisach. Odkryli człowieka — prawdziwą, żywą osobę — która w swoich czasach była uważana za odmieńca, która mogła cierpieć z powodu schorzenia i która skończyła w zbiorowym grobie z dziewięcioma innymi młodymi mężczyznami.
To nie tylko archeologia. To ożywianie przeszłości w najbardziej namacalny sposób.
I szczerze? Uwielbiam, że to studenci to znaleźli. Nie zespół doświadczonych profesjonalistów z nieograniczonym budżetem, ale studentki i studenci na wykopie treningskim, którzy po prostu byli we właściwym miejscu o właściwym czasie. To przypomina mi, że historia jest zawsze tam, czeka tuż pod naszymi stopami — wystarczy być ciekawym i kopać.
Nigdy nie spodziewałabym się znaleźć coś takiego podczas treningskiego wykopu — powiedziała jedna ze studentek, Grace Gra. I szczerze? My też byśmy się tego nie spodziewali.