Tajemnica, która przetrwała sześć dekad
Wyobraź sobie taką scenę: lipiec 1962 roku, egipska pustynia, kurz unoszący się w powietrzu. Nagle z hukiem w niebo wzlatują rakiety — jedna po drugiej — i znikają w chmurach. Tłum szaleje z wrażenia.
Dokładnie tak wyglądała demonstracja nowych egipskich pocisków balistycznych, zorganizowana przez prezydenta Gamala Abdel Nasera. Świat patrzył z przerażeniem i niedowierzaniem. Jeden arabski kraj, który ledwo kilka lat wcześniej nie miał żadnego programu rakietowego, nagle dołączył do elitarnego grona państw dysponujących bronią dalekiego zasięgu.
Jak do tego doszło? Cóż, odpowiedź jest równie fascynująca, co moralnie dwuznaczna.
Skąd w Egipcie niemieccy naukowcy?
Po zakończeniu drugiej wojny światowej rynek pracy dla specjalistów od rakiet wyglądał dość... niezwykle. Amerykanie ściągnęli część niemieckich geniuszów do projektu Paperclip. Sowieci zrobili to samo po swojej stronie. Ale niektórzy eksperci wciąż pozostawali do wypożyczenia — i Nasser doskonale to dostrzegł.
Prezydent nawiązał kontakt z Reinhardem Gehlenem, byłym oficerem Abwehry, który po wojnie zbudował potężną siatkę wywiadowczą złożoną głównie z jego byłych kolegów. Ten z kolei skontaktował Nasera z Ottonem Skorzenym — Austriakiem olegendarnych wyczynach, który podczas wojny uratował Mussoliniego ze szczytowej twierdzy. Człowiekiem o niezwykłych zdolnościach i równie niezwykłej reputacji.
Skorzeny przez rok szkolił egipskich komandosów. Ale to nie wszystko — połączył też Egipcjan z prawdziwymi tuzami niemieckiej inżynierii rakietowej: Eugenem Sängerem i Wolfgangiem Pilzem.
Facet bez którego nic by nie ruszyło
Wśród tych postaci wyróżnia się jeden człowiek: Heinz Krug.
Krug był bliskim współpracownikiem Sängera i pełnił rolę mostu między niemieckimi naukowcami a egipskim rządem. Od około 1958 roku działał jako menedżer w instytucie badawczym w Stuttgarcie, budując relacje z Kairem. Do 1960 roku z biura w Monachium koordynował już całą logistykę — pozyskiwał części, organizował wysyłki, zarządzał transferem technologii.
Wszystkie źródła są zgodne: bez Krugra ten program praktycznie by nie istniał. To on trzymał całość w kupie.
A potem, pewnego dnia w 1962 roku, wyszedł z biura i po prostu... zniknął.
Co się stało?
Pytanie za milion dolarów. I szczerze mówiąc, nikt nie zna odpowiedzi.
Najbardziej intrygująca teoria? Został zamordowany. Może przez izraelski wywiad, który chciał storpedować egipski program. Może przez zachodnioniemieckie służby, które nie życzyły sobie, by niemiecka technologia wzmacniała arabskie państwa. Może przez kogoś zupełnie innego, z własnymi, tajnymi powodami.
W czasach zimnej wojny tajne operacje i likwidacje były chlebem powszednim. Super mocarstwa non-stop próbowały sabotować swoje programy zbrojeniowe. W takim świecie Krug mógł być łatwym celem.
Ale jest też druga możliwość: po prostu wyjechał. Zaczynał nowe życie pod innym nazwiskiem, może gdzieś w Ameryce Południowej — tam przecież wielu byłych nazistów znajdowało schronienie. Miał kontakty, umiejętności, pieniądze. Może po prostu uznał, że gra jest zbyt niebezpieczna.
Dlaczego nadal nas to fascynuje?
To właśnie mnie w tym wszystkim ujmuje: żyjemy w erze, gdy practically wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Wystarczy kilka kliknięć i wiemy wszystko o wszystkim. A jednak ten jeden człowiek zniknął, i sześćdziesiąt lat później wciąż tylko gdyamy.
Cold war stories mają w sobie coś uzależniającego. Za wszystkimi politycznymi przemówieniami i nuklearnym zastraszaniem kryli się prawdziwi ludzie, którzy podejmowali decyzje, ryzykowali życiem i czasem zwyczajnie przepadali bez śladu. Świat był wtedy o wiele bardziej tajemniczym miejscem.
Egpipski program rakietowy — przynajmniej oficjalnie — odniósł sukces. Rakiety na pustyni były prawdziwe. Ale bez Krugra z pewnością wiele się skomplikowało. A jego zniknięcie pozostaje jedną z tych nierozwiązanych zagadek, które przypominają nam, że historia jest pełna dziur.
Większy obraz
To, co naprawdę uderza, to absurdalny rynek pracy, jaki stworzyło zakończenie drugiej wojny światowej. Ci ludzie pomagali budować broń dla Hitlera, a mimo to w ciągu kilku lat różne kraje biły się o ich usługi.
Nie jest to wygodna prawda, ale to historia. Kiedy chodzi o przetrwanie narodu, moralność schodzi na dalszy plan.
Więc następnym razem, gdy usłyszysz o tajemniczej operacji wywiadowczej czy sekretnym programie zbrojeniowym, pamiętaj: za każdym zaszufladkowanym dokumentem kryje się sieć prawdziwych, skomplikowanych ludzi, którzy działali w trudnych okolicznościach. Niektórzy z nich po prostu znikają.
A Heinz Krug? Jego tajemnica poszła z nim do grobu — o ile w ogóle w jakimś spoczywa.
Co myślisz? Czasem najlepsze zagadki to te, których nigdy nie rozwiązujemy.