Pociągłem radar i nagle — bunkier pod lodem
Wyobraź sobie taką sytuację: rok 2024, samoloty NASA kręcą się nad Grenlandzkim Lodem. Naukowcy używają zaawansowanego radaru, żeby zbadać, co kryje się pod tą gigantyczną czapą lodową. I nagle jeden z badaczy — Chad Greene — widzi coś dziwnego w odczytach.
Kryjówka wojskowa.
Dokładnie mówiąc: Camp Century, czyli „miasto pod lodem". Ogromny kompleks — 21 tuneli ciągnących się na prawie trzy kilometry w głąb lodu. Drewniane budynki, stalowe dachy, prawdziwy reaktor jądrowy. Wszystko zamrożone jak w kapsule czasu, jakieś 30 metrów pod powierzchnią.
Greene powiedział potem, że szukali dna lodu, a tu nagle wyskakuje im tajna baza. Jego kolega z Laboratorium Napędów Odrzutowych NASA przyznał, że przez chwilę naprawdę nie wiedzieli, na co patrzą. Wyobrażasz sobie? Specjaliści od lodu, a trafiają na podziemne miasto wojskowe. Chyba jedna z dziwniejszych historii we współczesnej nauce.
Ale to dopiero początek szaleństwa
Możesz pomyśleć: „No dobra, opuszczona baza pod lodem, dziwne, ale co z tego?" Poczekaj jednak, aż usłyszysz, dlaczego w ogóle to miejsce powstało.
Oficjalnie Camp Century przedstawiano jako stację badawczą. I faktycznie — naukowcy tam pracujący zrobili kilka ważnych odkryć. Badali rdzenie lodowe, znajdowali dowody, że Grenlandia kiedyś była pokryta lasami z przeróżnymi zwierzętami. Całkiem fascynujące.
Tyle że to była tylko przykrywka.
Prawdziwa misja nazywała się Project Iceworm i brzmiała jak scenariusz zimnowojennego snu albo koszmaru. Pomysł był taki: ukryć pod lodem баллистыczne pociski jądrowe, gotowe do odpalenia w razie ataku sowieckiego. Plan zakładał wybudowanie dodatkowych 135 tysięcy kilometrów kwadratowych tuneli — miejsca dla 600 pocisków. Potrzebna by była sieć 60 wyrzutni i stała załoga 11 tysięcy żołnierzy mieszkających pod lodem.
Sam nie wiem, jak ty, ale perspektywa 11 tysięcy ludzi żyjących w tunelach pod lodowcem, całkowicie odciętych od świata, brzmi jak fragment powieści dystopijnej, a nie jak poważna strategia wojskowa.
Najlepsze? Dania w ogóle o tym nie wiedziała. Owszem, Amerykanie mieli zgodę na budowę baz na Grenlandii — obowiązywała umowa obronna z 1951 roku. Ale pełen zakres Project Iceworm trzymano w tajemnicy przed duńskim rządem. Cała ta „praca naukowa" była tylko wygodnym parawanem.
Budowanie czegokolwiek pod lodowcem to czyste szaleństwo
Logistyka takiej budowy? Koszmar. Temperatury spadały do minus 56 stopni Celsjusza. Wiatry wiały z prędkością 200 kilometrów na godzinę. Trzeba było przetransportować 5,5 tysiąca ton materiałów ciężkimi saniami, które rozpędzały się do zawrotnych trzech kilometrów na godzinę. Droga z bazy Thule na plac budowy zajmowała 70 godzin. Siedemdziesiąt!
W lodzie wykopywano ogromne rowy — główny nosił nazwę „Main Street" i miał 300 metrów długości. W środku stawiano drewniane konstrukcje przykryte stalowymi dachami. Perłą w koronie był jeden z pierwszych reaktorów jądrowych średniej mocy, który w takim zimnie ledwo dawał radę działać.
W 1967 roku wszystko porzucono. Lód okazał się zbyt niestabilny, Project Iceworm oficjalnie uznano za martwy. Rozbiórkę przeprowadzono, reaktor wywieziono, ale...
Problem, o którym nikt nie chciał mówić
Ten reaktor jądrowy? Ten, którego instalacja pod 30 metrami lodu kosztowała tyle wysiłku? Wywieźli go w 1967 roku.
Ale odpady radioaktywne zostawili.
Podczas krótkiej pracy reaktora wytworzono ponad 180 tysięcy litrów odpadów jądrowych. Wszystkie do dziś siedzą tam zamrożone pod grenlandzkim lodem.
Przez dziesięciolecia nie stanowiło to większego problemu. Lód był stabilny, odpady bezpiecznie zamknięte w lodowej kapsule. Ale lód, jak to lód, niestety topnieje.
Według prognoz klimatycznych, Camp Century wraz ze swoją radioaktywną zawartością może zacząć „wychodzić na wierzch" już w 2090 roku. Lód, który przez dekady chronił ten toksyczny skarb, powoli staje się jego największym zagrożeniem.
Naukowcy tacy jak William Colgan zwracają uwagę, że projektanci z czasów zimnej wojny po prostu założyli, iż lód będzie tam wiecznie. Pomylili się.
Co z tego wynika?
Ta historia wydaje mi się niesamowicie fascynująca z kilku powodów. Po pierwsze, pokazuje, jak myśleliśmy w czasach zimnej wojny — ten okres czystej paranoi, kiedy byliśmy gotowi budować całe podziemne miasta pod lodowcami tylko po to, żeby mieć kolejny wariant nuklearny. Ambicja, tajność, kompletna bezwstydność.
Ale to też przestroga o zostawianiu bałaganu. Zbudowaliśmy to, użyliśmy, porzuciliśmy i odeszliśmy. 57 lat później zostajemy z radioaktywnymi odpadami zakopanymi pod topniejącym lodem — problemem, z którym będą musiały się zmierzyć przyszłe pokolenia.
Następnym razem, gdy spojrzysz na mapę Grenlandii, zapamiętaj: gdzieś tam w środku jest całe opuszczone miasto, z odpadami jądrowymi, które powoli wydostaje się na powierzchnię w miarę ocieplania się planety.
Natura ma to do siebie, że рано czy późно wyciąga na światło dzienne nasze sekrety.
Czasami najciekawsze historie nie znajdują się w przyszłości, którą budujemy — są zakopane w przeszłości, o której zapomnieliśmy posprzątać.
Źródło: Popular Mechanics