Jak kraść prędkość od planet i nie płacić za paliwo
NASA właśnie pokazała, jak latać po Układzie Słonecznym prawie za darmo. Chodzi o manewr, który pozwala zabrać trochę prędkości od mijanej planety. Zamiast spalać paliwo, statek po prostu korzysta z grawitacji.
Psyche zrobiła to przy Marsie. Przemykała w odległości niecałych pięciu tysięcy kilometrów od powierzchni i wysforowała się o ponad tysiąc pięćset kilometrów na godzinę. Cała operacja trwała kilka minut, a efekt będzie trwał latami.
Matematyka musi być idealna
Taki manewr nie dzieje się przypadkiem. Inżynierowie liczą trajektorię latami wcześniej. Wystarczy mały błąd i sonda albo chybia celu, albo wpada w atmosferę. Tym razem wszystko poszło gładko. Mars podał Psyche właściwą prędkość i zmienił jej tor o jeden stopień względem Słońca.
Misja jest teraz oficjalnie na dobrej drodze. Do asteroidy doleci w 2029 roku.
Zdjęcia przy okazji
Podczas przelotu załoga postanowiła sprawdzić sprzęt. Włączyli kamery i czujniki, zanim jeszcze dotarli do celu. Okazało się, że Mars wyglądał na zdjęciach jak bardzo cienki rogal. Światło załamywało się w górnych warstwach atmosfery w sposób, którego nie przewidzieli.
Później sonda zobaczyła już oświetloną stronę planety i zrobiła kilka tysięcy zdjęć powierzchni. Nie po to, żeby badać Marsa, ale żeby skalibrować przyrządy. Chodzi o to, żeby na asteroidzie wszystko działało od razu.
Co kryje asteroida Psyche
Cel misji to ciało o średnicy prawie trzystu kilometrów, które wygląda na kawałek czystego metalu. Naukowcy podejrzewają, że to odsłonięte jądro dawnej protoplanety. Gdyby tak było, moglibyśmy zobaczyć coś, czego normalnie nie da się zobaczyć – wnętrze skalistej planety.
Na Ziemi jądro leży pod czterema tysiącami kilometrów skorupy. Na Psyche być może leży na wierzchu.
Dlaczego to w ogóle ważne
Nie chodzi tylko o to, że misja jest ciekawa. Chodzi o to, że zaczynamy naprawdę dobrze poruszać się w kosmosie. Potrafimy zaplanować drogę z dokładnością do kilometra na przestrzeni setek milionów kilometrów. Potrafimy wykorzystać planetę jako trampolinę. I potrafimy sprawdzić sprzęt w locie, zamiast czekać aż doleci na miejsce.
To już nie jest tylko latanie. To latanie z głową.