Moment „O kurde, to jest złoto?", o jakim marzy każdy archeolog
Muszę być szczery — jak pierwszy raz przeczytałem o tym odkryciu, to po prostu się roześmiałem. Nie z archeologii (nie piszcie do mnie, archeolodzy), ale z całkowicie autentycznej reakcji Lindy Asheim, kiedy wykopała średniowieczny złoty pierścień zaledwie osiem centymetrów pod powierzchnią w Tønsberg w Norwegii.
„Pierwsza myśl? «O kurde, to jest złoto?»" — powiedziała Asheim. Dziewczyno, JA BYM TO SAMO POWIEDZIAŁA. Tyle że pewnie z większą ilością krzyku i zdecydowanie mniejszą liczbą sensownych słów.
Norweski sekret, który staje się coraz lepszy
Tønsberg to nie byle jaki norweski miasteczko — to najstarsze miasto w całym kraju, sięgające IX wieku. Pozwól, że to do ciebie dotrze. Wikiнгowie chodzili tam ponad tysiąc lat temu. To miejsce to w zasadzie kapsuła czasu ukryta pod współczesnymi ulicami.
I tutaj zaczyna się najciekawsze: przez trwające prace przy odwadnianiu miasta (nie tak efektowne jak w filmach o Indiana Jones, drodzy czytelnicy), archeolodzy od dwóch sezonów pracują tuż za ekipami budowlanymi. Są jak ekipa porządkowa z pędzelkami i szpachelkami, ale szczerze? W miejscu takim jak Tønsberg ta „porządko wa robota" może zamienić się w odkrycie życia.
Co ten pierścień ma takiego wyjątkowego?
Pozwól, że ci to zobrazuję. Wyobraź sobie złoty pierścień — prawdziwe złoto, nie błyskotka — z najdelikatniejszą robotą ażurową, jaką w życiu widziałeś. Filigran to w zasadzie metalurgiczna magia: cienkie nitki złota skręcane, zginane i łączone w skomplikowane wzory. Do tego maleńkie kulki złota przylutowane do powierzchni, które tworzą teksturę i błysk.
A na samym środku? Głęboki niebieski kamień owalny.
I tutaj robi się ciekawie (bo już było ciekawie, ale poczekaj, jest więcej). Ten piękny niebieski kamień? Prawie na pewno to nie szafir. Eksperci uważają, że to barwione szkło — imitacja prawdziwego kamienia.
Ale zanim pomyślisz „no to rozczarowanie", pozwól, że ci wyjaśnię, dlaczego to właściwie czyni go ciekawszym.
Średniowieczny umysł: magia w każdym kamieniu
Jest coś, co naprawdę mnie zaskakuje w średniowiecznym myśleniu. Ludzie wtedy szczerze wierzyli, że kamienie szlachetne mają nadprzyrodzone właściwości. Nie takie „może przynoszą szczęście" — mówię o pełnoprawnej magii.
Niebieski szafir symbolizował boską moc i zdolność do leczenia. Ale czekaj, robi się jeszcze dziwniej. Średniowieczni ludzie wierzyli też, że niebieski kolor kamieni pomaga noszącemu zachować cnotę poprzez chłodzenie czegoś, co nazywano „wewnętrznym ciepłem". (Nie będę udawał, że w pełni rozumiem średniowieczną psychologię, ale okej, czemu nie, jedziemy z tym.)
Więc sobie wyobraź tę bogatą kobietę — bo rozmiar pierścienia na to wskazuje, i prawie na pewno tak jest — która chodziła po Tønsberg z pierścieniem wyglądającym dokładnie jak ten z potężnym, magicznym szafirem. Czy kamień był prawdziwym szkłem, czy prawdziwym kamieniem — znaczenie było to samo: ta osoba miała pieniądze i chciała, żeby wszyscy o tym wiedzieli.
Okno na wikingowskie koneksje
Profesor Marianne Vedeler z Muzeum Historii Kultury Uniwersytetu w Oslo mówi, że projekt tego pierścienia opowiada fascynującą historię o połączeniach między starożytnymi kulturami. Połączenie filigranu i granulacji przywędrowało do Norwegii wczesnym średniowieczem z terenów bizantyjskich — częściowo poprzez sztukę złotników karolińskich.
Karoliński... to imperium Karola Wielkiego, drodzy czytelnicy. Więc ten mały pierścień reprezentuje nić łączącą Norwegię z sercem średniowiecznej europejskiej władzy, poprzez szlaki handlowe i wpływy artystyczne rozciągające się na kontynenty.
Podobne pierścienie z tymi charakterystycznymi spiralnymi ozdobami znaleziono w Anglii (datowane na IX i wczesny X wiek) i Danii (niedawno datowane na XI wiek). To odkrycie w Tønsberg idealnie wpisuje się w ten wzór, sugerując wspólną estetykę, a może nawet połączenia handlowe w całej skandynawskiej diasporze wikingów i nie tylko.
Dlaczego to odkrycie jest ważne
Oto co jest ważne w archeologii: ludzie często wyobrażają sobie, że chodzi o wielkie świątynie lub skarby. I tak, to jest ekscytujące. Ale czasem najgłębsze odkrycia to małe, osobiste przedmioty, które opowiadają nam o codziennym życiu ludzi, którzy żyli tysiąc lat temu.
Ten pierścień należał do kogoś. Do kogoś bogatego, prawdopodobnie powiązanego z władzą — pamiętaj, że mnóstwo królów i duchownych przewijało się przez Tønsberg z powodu pobliskiego kompleksu zamkowego Tunsberghus. Ta osoba nosiła ten pierścień, prawdopodobnie patrzyła na niego każdego dnia, a w pewnym momencie, z przyczyn, których nigdy się nie dowiemy, został zakopany w ziemi.
I tak tam leżał, aż łopata Lindy Asheim trafiła na niego osiem centymetrów w dół i nastąpił jej moment „o rany, chyba właśnie znalazłam szczyt mojej kariery".
Podsumowanie
„O kurde, to jest złoto?" Tak, Lindо. To było złoto. I nie byle jakie złoto — rzadki, piękny kawałek średniowiecznego rzemiosła, który łączy nas bezpośrednio z ludźmi, którzy zbudowali Norwegię, jaką znamy dzisiaj.
Piętnaście lat. Tyle czasu minęło od ostatniego znalezienia złotego pierścienia w Tønsberg. Więc kiedy słyszysz, jak archeolodzy się ekscytują „kontekstem" i „właściwymi metodami wykopaliskowymi", to właśnie dlatego. Bo nigdy nie wiesz, kiedy osiem centymetrów w głąb zmieni wszystko.
Jeśli chodzi o żart Asheim, że rzuci archeologię, bo „osiągnęła szczyt"? Szczerze ją rozumiem. Kiedy znajdujesz coś takiego, co jeszcze może być? Ale miejmy nadzieję, że jutro znów wyjdzie tam ze swoją szpachelką, bo kto wie, co jeszcze czeka tuż pod powierzchnią najstarszego miasta Norwegii.
Czasami ziemia po prostu daje ci złoto.