Starożytni Egipcjanie wciąż nas zaskakują. Nowe odkrycie w Egipcie
Muszę się przyznać – kiedy pierwszy raz przeczytałam o tym znalezisku, musiałam na chwilę usiąść. Mowa o starożytnych Egipcjanach, którzy traktowali przygotowania do śmierci z niesamowitą powagą. Pakowali do grobowców dosłownie wszystko, co mogłoby im się przydać w zaświatach.
Canopic jars do przechowywania narządów? Oczywiście. Amulety ochronne? Bez dwóch zdań. Maleńkie figurki zwane ushabti, które miały wykonywać za nich ciężką robotę po drugiej stronie? Jak najbardziej.
A niektórzy szczególnie przezorni jednoszczowali jeszcze jedno: specjalny zwój. To, co dziś nazywamy Księgą Umarłych.
Co to właściwie jest Księga Umarłych?
Zacznijmy od澄清y. Nazwa „Księga Umarłych" to pewne uproszczenie współczesnych badaczy. Dokładniejsze tłumaczenie brzmiałoby mniej więcej „Rozdziały Wychodzenia Dniem". To była kolekcja zaklęć i magicznych słów, które miały pomóc zmarłemu nawigować po zaświatach.
Wyobraź to sobie jak połączenie przewodnika turystycznego, poradnika przeżycia i amuletu ochronnego. Wszystko w jednym, bardzo ważnym zwoju papirusu.
Te teksty odgrywały ogromną rolę w starożytnej religii egipskiej. Pokazują, jak ludzie myśleli o śmierci, życiu pozagrobowym i tym, co dzieje się po przekroczeniu progu. Co istotne – nasze rozumienie tych tekstów wciąż się zmienia. Każde nowe tłumaczenie i odkrycie dodaje kolejny element do układanki.
To odkrycie
A teraz to, co wywołało prawdziwe poruszenie wśród archeologów. W okolicy Al-Ghuraifa w centralnym Egipcie ekipa badawcza natknęła się na coś naprawdę niezwykłego: cmentarz z okresu Nowego Państwa, datowany na około 1550–1070 lat p.n.e. To era, kiedy埃及 był rządzony przez jednych z najsłynniejszych faraonów – w tym Ramzesa II i Hatszepsut.
Na terenie nekropolii znaleziono skalne grobowce, mumie, amulety, posągi, słoje canopic i – tu robi się naprawdę ciekawie – długi zwój papirusu zawierający rozdziały tradycji Księgi Umarłych.
Egipskie władze opisały go jako pierwszy kompletny papirus znaleziony w tym konkretnym regionie. Co więcej, zachował się w zaskakująco dobrym stanie.
Sama długość zwoju? Szacunki różnią się w zależności od źródła, ale wygląda na to, że ma od 13 do 18 metrów. Mniej więcej 43 do 59 stóp. To sporo instrukcji na temat życia pozagrobowego.
Co czyni to znalezisko wyjątkowym?
Rozmawiałam z kilkoma egiptologami na ten temat i są szczerze podekscytowani – choć z pewną ostrożnością. Jedna z ekspertek, Lara Weiss, dyrektorka Muzeum Roemera i Pelizaeusa w Niemczech, zwróciła uwagę, że jeśli zwój rzeczywiście ma taką długość i jest tak dobrze zachowany, to z pewnością jest to istotne znalezisko.
Ale prawdziwie interesujący szczegół wyłonił się z wypowiedzi Foya Scalfa, egiptologa z Uniwersytetu Chicagowskiego. Otóż niezwykle rzadko zdarza się znaleźć egzemplarz Księgi Umarłych w grobie, w którym został pierwotnie umieszczony.
Pomyśl o tym przez chwilę. Te teksty tworzono dla grobowców, ale większość tych, które mamy dziś, została oddzielona od swojego oryginalnego kontekstu sepulkralnego – albo przez dawnych rabusiów grobów, albo przez późniejsze wykopaliska prowadzone bez należytej dokumentacji.
Ale to nie wszystko
Papirus nie był nawet jedyną niezwykłą rzeczą na tej nekropolii. Raporty opisują kamienne i drewniane trumny, tysiące amuletów i więcej niż 25 tysięcy figurek ushabti. Tak, dobrze przeczytałaś. Dwadzieścia pięć tysięcy. To całkiem pokaźna armia małych figurek gotowych do ciężkiej pracy w zaświatach.
Wyróżniał się szczególnie ozdobny i malowany sarkofag kobiety o imieniu Ta-de-Isa (czasem określanej jako Taji Ist), przedstawianej jako córka Eret Haru, najwyższego kapłana Dżehutiego w Al-Aszmunin. W jej grobie znaleziono drewniane skrzynki z naczyniami canopic, kompletny zestaw figurek ushabti oraz figurkę boga pogrzebu Ptah-Sokara. To zdecydowanie była osoba wysokiego stanu.
Historia w toku
I tu pojawia się element, który uważam za jednocześnie frustrujący i ekscytujący. Odkrycie jest realne i wizualnie intrygujące, ale wciąż czeka na szczegółową dokumentację i publikację naukową, która pozwoli w pełni wykorzystać je naukowo.
Żadne zdjęcia papirusu nie zostały jeszcze udostępnione. Bez oficjalnej publikacji opisującej tekst w szczegółach eksperci nie mogą w pełni zweryfikować wszystkich twierdzeń.
To trochę tak, jakby ktoś wrócił z urlopu i mówił, że przywiózł najbardziej niesamowitą pamiątkę, ale nie pokazuje nikomu zdjęć.
Egipskie władze zapowiedziały, że papirus ma trafić do Wielkiego Muzeum Egipskiego, którego oficjalne otwarcie planowane jest na 2026 rok. Może więc już wkrótce będziemy mogli zobaczyć ten kawałek starożytnej gotowości do życia pozagrobowego na własne oczy.
Do tego czasu pozostaje nam cierpliwość – i wyobraźnia. Kto wie, jakie tajemnice kryje tych sześćdziesiąt stóp starożytnego tekstu o tym, jak Egipcjanie postrzegali tę wielką tajemnicę, która czeka nas wszystkich.