Dzień, gdy instruktor nurkowania z rekinami przypadkowo natknął się na coś niesamowitego
Wyobraź sobie taką scenę: jest rok 1986, a Kihachiro Aratake szuka ciekawych miejsc, gdzie mógłby zabierać turystów, żeby zobaczyć żarłacze młoty u wybrzeży wyspy Yonaguni. Dla nieznających – to najdalej na zachód wysunięta japońska wyspa, położona jakieś 110 kilometrów od Tajwanu. Zwykły dzień w pracy.
I wtedy – Bum! – natyka się na coś, co sprawia, że serce prawie wyskakuje mu z piersi.
Podwodna formacja skalna z głazami wyciętymi w prawie idealnie proste kąty. Jakby ktoś starannie wyrzeźbił tarasy na dnie morskim, prowadzące w dół do tego, co wyraźnie przypomina resztki budowli wzniesionej ludzkimi rękami.
„Miałem ciarki na całym ciele" – wspominał Aratake w rozmowie z BBC dekady później. „To było przytłaczające."
Szczerze? Ja bym zareagował dokładnie tak samo.
Co dokładnie znalazł?
To, co dziś nazywamy Monumentem Yonaguni, to naprawdę imponująca struktura. Mówimy o budowli mniej więcej 50 metrów długości i około 20 metrów szerokości – spokojnie (no dobrze, teraz spokojnie) spoczywającej pod falami Morza Wschodniochińskiego i Morza Filipińskiego.
A czas to niesamowity. Pamiętajmy – to zaledwie 35-40 lat temu. To nie była żadna starożytna odkrywka z dziewiętnastego wieku. To świeża historia. Ktoś po prostu... ją znalazł.
Najbardziej znanym naukowcem związanym z tą zagadką jest Masaaki Kimura – geolog z Uniwersytetu Riukiu. Poświęcił lata na badanie tego miejsca i jego zdanie? To piramida schodkowa, drodzy państwo. Prawdopodobnie wzniesiona kilka tysięcy lat temu – w czasach, gdy te skały znajdowały się wysoko nad poziomem morza.
Rozumiecie, po zakończeniu ostatniej epoki lodowcowej cały ten lód się stopił, a poziom morza znacząco wzrósł. A to oznacza, że różne nadmorskie tereny, które kiedyś były nad wodą? Zniknęły. Znalazły się pod wodą. Może razem z nimi monument Yonaguni i cywilizacja, która go zbudowała.
Niektórzy poszli jeszcze dalej i połączyli Monument Yonaguni z Mu – legendarną, zatopioną wyspą cywilizacją na Pacyfiku, która rzekomo pogrążyła się w falach. To taki pacyficzny odpowiednik Atlantydy i szczerze mówiąc, wizja całej zaawansowanej cywilizacji znikającej pod wodą to coś, nad czym leżę nocą i rozmyślam.
Argumenty ZA tym, że to dzieło człowieka
Kimura był w tej kwestii dość stanowczy. „Bardzo trudno jest wyjaśnić ich pochodzenie jako czysto naturalne" – mówił w wywiadzie dla National Geographic.
I wiecie co? Rozumiem to. Kiedy widzisz te ostre, kanciaste formacje – te wyraźne tarasy – naprawdę wygląda to tak, jakby ktoś je wyciosał. Precyzja jest... zastanawiająca, delikatnie mówiąc.
Gdyby to faktycznie było dziełem człowieka, całkowicie zmieniłoby to nasze rozumienie Wysp Riukiu. Mówimy o przemianie całego archeologicznego obrazu regionu.
Ale jest też druga strona
No i tutaj robi się ciekawie. Nie każdy w to wierzy.
Robert Schoch, profesor nauk przyrodniczych na Uniwersytecie Bostońskim, był jednym z najgłośniejszych głosów przeciwko teorii „starożytnej cywilizacji". I szczerze? Ma całkiem przekonujące argumenty.
„Na podstawie wszystkich dowodów, jest to przede wszystkim struktura naturalna" – napisał Schoch. Ouch.
Jego argument jest naprawdę sprytny. Wiecie, te skały na dnie? To piaskowiec i mułowiec. A wiecie co o tych skałach? Erozja naturalnie tworzy w nich płaskie powierzchnie i horyzontalne pęknięcia. To oznacza, że naturalnie formują coś, co wygląda dokładnie jak tarasy zbudowane przez człowieka.
To trochę jak z jaskiniami, które mają niesamowite formacje skalne wyglądające jak rzeźby, ale nie – to po prostu woda i czas robią swoje.
Schoch przytacza nawet porównanie do prehistorycznych malowideł jaskiniowych. Same jaskinie są całkowicie naturalne, ale ludzie dodali malowidła na górze. Może Monument Yonaguni jest podobny – głównie natura, z ewentualnymi ludzkimi „poprawkami" na przestrzeni wieków.
A jest jeszcze jeden geolog, Takayuki Ogata z Uniwersytetu Riukiu, który tak naprawdę potwierdza to naturalne wyjaśnienie. Zwrócił uwagę, że podwodne formacje są ciągłe z podobnymi skałami wciąż widocznymi na powierzchni wyspy. Te same procesy. Te same materiały. Po prostu jedna część akurat jest pod wodą.
Więc... Jaki jest werdykt?
Oto szczera prawda: rząd japoński nie uznaje tego miejsca za kulturowo istotne. Ani Agencja Spraw Kulturowych, ani prefektura Okinawa nie nadały mu żadnego oficjalnego statusu historycznego.
Co jest trochę smutne, szczerze mówiąc. Nawet jeśli to czysto naturalne, to nadal niezwykły twór geologiczny. Fakt, że skały mogą naturalnie tworzyć coś, co tak bardzo przypomina starożytną architekturę? To samo w sobie jest fascynujące.
Ale nie mogę też powstrzymać myśli: a co jeśli część teorii o dziełach człowieka jest prawdziwa? Co jeśli starożytni ludzie zobaczyli te naturalne formacje i powiedzieli: „Hej, możemy to wykorzystać"? Jak zasugerował Schoch – może je podziwiali, używali, a może nawet dodawali coś od siebie.
Dlaczego ta historia mną zawładnęła
Powiem wam szczerze – są takie podwodne tajemnice, które po prostu na mnie działają. Może dlatego, że tak mało wiemy o naszych oceanach. Wciąż odkrywamy nowe gatunki, podwodne wulkany, całe ekosystemy w głębinach. Oczywiście, że mogą tam być też zatopione miasta.
Monument Yonaguni przypomina mi, że historia to nie tylko odgrzebywanie zakurzonych, starych grobowców na lądzie. Czasem najniesamowitsze odkrycia po prostu... czekają na kogoś, kto w odpowiednim momencie weźmie na siebie prąd i zanurkuje w nieodpowiednim miejscu.
Czterdzieści lat później Kihachiro Aratake miał absolutną rację. Niezależnie od tego, czy to arcydzieło starożytnej inżynierii, czy po prostu natura się popisała, Monument Yonaguni stał się skarbem tej małej japońskiej wyspy.
I szczerze? Może tajemnica jest częścią magii.
A wy co myślicie – to zaginiony sukces starożytnej cywilizacji, czy po prostu geologia robi swoje? Tak czy inaczej, chyba wszyscy możemy się zgodzić, że czasem najniesamowitsze odkrycia zdarzają się kompletnie przypadkiem.