Wyobraź sobie takie jezioro...
Mamy przed sobą ogromne jezioro zajmujące sporą część dzisiejszej Ameryki Południowej. Na jego brzegach rechoczą sobie najdziwniejsze stworzenia, jakie tylko można sobie wyobrazić. Olbrzymie naziemne leniwce objadają się liśćmi. Potężne krewniaki pancerników, glyptodonty, ciągną swoje masywne ciała po ziemi. Dziwne kopytne ssaki zwane astrapoteryjcami (naukowcy nazwali je "bestiami piorunowymi", bo chyba po prostu chcieli mieć fajną nazwę) wędrują sobie spokojnie, a niektóre ważą ponad tonę.
Brzmi jak sen na jawie? A jednak. Najnowsze badania opublikowane w Journal of Vertebrate Paleontology dowodzą, że tak wyglądała rzeczywistość w epoce mioceńskiej — i konkurencja wśród drapieżników była tam absolutnie zajadła.
Kto tu jest na szczycie łańcucha?
Rozłóżmy to na czynniki pierwsze. Myślisz sobie: tyle ofiar dookoła, wszyscy muszą się opychać. I faktycznie — pewnie tak było. Ale jest haczyk: naukowcy z Uniwersytetu Helsińskiego wykazali, że mimo ostrej konkurencji — sabluzęby ssaki, słynne "ptaki terroru" (nielotne drapieżniki, które brzmią, jakby ktoś projektował je specjalnie po to, by przerażać przyszłych paleontologów) — to krokodyle właśnie rządziły.
Doktor Oscar Wilson ujął to tak: "Dostępnej zdobyczy było tak dużo, że ssaki drapieżne nie były w stanie jej wszystkiej zjeść."
Żeby to sobie wyobrazić: tyle jedzenia, że ptaki terroru pewnie objadały się i drzemały.
Wchodzi Purussaurus: 23 Stopy Problemów
Główna gwiazda tego prehistorycznego koszmaru? Purussaurus neivensis — krokodylowaty krewniak dzisiejszych kajmanów. Dorastał do jakichś siedmiu metrów i ważył mniej więcej 1800 kilogramów (czyli prawie cztery tony, jeśli ktoś nie przeliczał).
Ten potwór nie był tylko największym drapieżnikiem w okolicy — był tym drapieżnikiem. Naukowcy przebadali skamieniałe kości roślinożerców i znaleźli ślady ugryzień. Dużo śladów ugryzień. Częstotliwość tych, które pasują do wzorca zębów Purussaurusa, wskazuje, że to właśnie ten olbrzym robił większość roboty przy kontrolowaniu populacji roślinożerców.
Czemu to w ogóle jest istotne?
Tu zaczyna się najciekawsza część. Badania sugerują, że Purussaurus mógł być tym, co ekolodzy nazywają "drapieżnikiem kluczowym" — gatunkiem, którego wpływ na ekosystem wykracza daleko poza samo zjadanie. Ciągle polując na dużą zdobycz, Purussaurus mógł dosłownie kształtować, które zwierzęta się rozwijają, a które mają pod górkę.
Pomyśl o tym. Jeden gatunek krokodyla, który przez miliony lat wpływał na rozmiary ciał roślinożerców na całym kontynencie. To nie jest zwykłe bycie drapieżnikiem. To bycie architektem całego ekosystemu.
Nie wiem jak ty, ale ja czytam takie rzeczy i czuję się naprawdę zepchnięty na drugi plan. Przyzwyczailiśmy się myśleć o krokodylach jako o "żywych skamieniałościach", które niezbyt się zmieniły — i w pewnym sensie to prawda — ale ich znaczenie ekologiczne przez te wszystkie miliony lat jest po prostu porażające.
Co z tego wynika?
Kiedy następnym razem będziesz stać przed krokodylem w zoo (zakładając, że nie próbuje cię pożreć), poświęć chwilę na docenienie tego, czym te zwierzęta były w historii Ziemi. Nie tylko czaiły się w bagnach, czekając na rybę. Przynajmniej raz były niekwestionowanymi władcami całego kontynentu.
I szczerze? Chętnie zobaczyłbym ten ekosystem na własne oczy. Tylko... z bardzo, bardzo bezpiecznej odległości.