Science & Technology
← Home
Ta malutka kosiarka mnie zaskoczyła. Nie potrzebujesz większej.

Ta malutka kosiarka mnie zaskoczyła. Nie potrzebujesz większej.

2026-07-19T04:08:32.388964+00:00

Moja trawa, moja prawda

Mam około jednego tysiąca metrów trawnika. Ani wielki teren, ani skrawki. Przez lata ciągnąłem starego benzynowego potwora — głośnego jak cholera, ciężkiego jak diabli, z obsługą na poziomie „najpierw przeczytaj instrukcję, zanim dotkniesz". A potem przetestowałem Greenworks 16-calowy akumulatorowiec (model LMF417) i... muszę przyznać, że moje podejście do koszenia się zmieniło.

Pierwsze wrażenia: maleństwo, ale z charakterem

Kiedy paczka przyszła, byłem sceptyczny. Wyglądała zabawnie przy 22-calowym modelu, który testowałem wcześniej. Plastikowa obudowa, lekkie koła, zero napędu. Wszystko krzyczało: „składak, nie profesjonalista".

Ale wiecie co? Dla małego trawnika to wcale nie wada.

Pchałem tę maszynkę po posesji i... szczerze? Podobało mi się. Zero jęczenia, zero pochylania się pod górkę, zero poczucia, że bardziej ćwiczę niż koszę. Waga niska, bo plastik zamiast stali. Za to mogłem manewrować wokół grządek bez obawy, że zedrę farbę z rogów.

Co dostajesz w cenie?

Ten sprzęt napędza akumulator 40V o pojemności 4 Ah. Dwa tryby pracy: mulczowanie i zbieranie do kosza. Regulacja wysokości cięcia jedną dźwignią — pięć pozycji, od około 3 do 8,5 centymetra.

Kosz ma 1,3 buszla pojemności. Brzmi dziwnie, ale działa. Ciągnie się niemal przez całą długość obudowy, wymiana bezproblemowa.

Cena? Około 900 złotych na liście, ale regularnie spada o prawie 250 zł na wyprzedażach. Świetny stosunek jakości do ceny jak na akumulatorową kosiarkę.

To co mi przeszkadzało

Bezwzględna uczciwość wymaga wymienienia minusów.

Mechanizm składania uchwytu? Cztery punkty regulacji. Cztery. Działa, ale obsługa kłopotliwa. I tak naprawdę składasz to tylko zimą albo gdy wrzucasz do pickupa. Kolejna sprawa — tej kosiarki nie postawisz pionowo. Pionowe przechowywanie odpada.

Spust bezpieczeństwa, ta dźwignia którą trzymasz żeby kosiarka pracowała, też nie jest rewelacją podczas dłuższych sesji. Ale wiecie co? Moje sesje trwają piętnaście, góra dwadzieścia minut. Żaden problem.

I jedna drobnostka — instrukcja nie podaje jaką wysokość cięcia daje każda pozycja. Zgadywałem, że trójka to około 6 centymetrów. Nie miałem jak tego sprawdzić. Drobna irytacja, ale irytacja.

Jak to tnie?

Tu byłem najbardziej ciekawy — i najmilej zaskoczony.

Akumulator wystarczył na mój trawnik plus pobocze, zostawiając jedną kreskę z czterech. Greenworks obiecuje do 0,13 hektara, co pokrywa się z moim testem. Poniżej tego progu — bez problemu.

Zbieranie do kosza? Świetnie. Czyste cięcie, ładne zbieranie źdźbeł, kosz nigdy nie okazywał się za mały.

Mulczowanie było... w porządku. Lepsze w rzadszej trawie. W gęstych kępkach zostawały kłaczki. Jeden szczególnie ambitny kłębek wyłączył silnik — zaskakujące, ale potrząsnąłem, zrestartowałem i leciałem dalej. Dla purystów mulczowania to uwaga do zapamiętania.

Dla kogo to w ogóle jest?

Jeśli masz małą posesję — mniej niż 0,13 hektara — ta kosiarka to poważny kandydat. Prosta, lekka, cicha (naprawdę, możesz rozmawiać podczas koszenia), wystarczająco wydajna.

Świetna też jako uzupełnienie większego trawnika. Masz traktorek, ale nie dasz rady wjechać między rabaty? Ta malutka załatwi sprawę.

Ale jeśli masz ponad 0,4 hektara? Szukaj dalej. Ta bateria nie da rady.

Koniec końców

Wchodziłem w ten test z myślą: „mała kosiarka = małe możliwości". Pomyliłem się.

Greenworks 16 cali nie próbuje zastąpić potworów. Robi swoje, i robi to dobrze, na swoim terenie. Prostota, lekkość, skuteczność na małych trawnikach, o wiele przyjemniejsza obsługa niż jakikolwiek benzyniak z jakim się zmagałem.

Jeśli szukasz czegoś kompaktowego i bezprzewodowego, może to być Twój następny weekendowy upgrade.

#lawn care #electric mower #cordless mower #greenworks #small yard #garden tools #lawn mower review #yard work tips