Astronomowie właśnie odkryli najmłodszą planetę we wszechświecie. I jest ona starsza od Ziemi tylko trochę
Wyobraź sobie, że oglądasz film poklatkowy z rozwoju ludzkiego dziecka — od jednej komórki do maleńkiego człowieczka. Właśnie coś podobnego zrobili astronomowie. Tyle że zamiast dziecka mieli planetę wielkości Jowisza, a zamiast dziewięciu miesięcy — miliony lat.
Naukowcy potwierdzili istnienie planety Elias 2-24 b. To najmłodszy znany nam obiekt tego typu w całym wszechświecie. Jej wiek? Mniej niż milion lat. Dla porównania — nasza Ziemia ma skromne 4,5 miliarda lat. W skali kosmicznej ta planeta dopiero co otworzyła oczy.
Ale najciekawsze jest co innego. Ta młoda planeta wciąż znajduje się dokładnie tam, gdzie się urodziła — w gęstej chmurze gazu i pyłu otaczającej jej gwiazdę macierzystą. Pomyśl o tym jak o dziecku, które wciąż ma na nadgarstku opaskę ze szpitala. Naukowcy mogą badać ten świat w czasie rzeczywistym, podczas gdy proces formowania planet wciąż trwa. To jak obserwowanie gotowania zupy zamiast tylko jedzenia gotowego rosołu.
Zespół badaczy pod kierunkiem Andrei Bernardi z Universidad Diego Portales w Chile nie musiał nawet kierować nowych teleskopów w niebo. Wystarczyło, że przeszukali archiwalne dane z obserwatorium Kecka na Hawajach. W materiałach z 2018 i 2020 roku dostrzegli ten sam słaby obiekt w tym samym miejscu. Śledząc jego ruch, potwierdzili — to nie przypadkowa chmura pyłu. To prawdziwa planeta.
A teraz coś dla miłośników kosmicznych liczb. Elias 2-24 b krąży wokół swojej gwiazdy w odległości mniej więcej 55 razy większej niż dystans Ziemi od Słońca. To naprawdę daleko. Obecne modele formowania planet przewidują, że zbudowanie gazowego olbrzyma na takiej orbicie powinno zająć około pięciu milionów lat. Tymczasem ta planeta osiągnęła rozmiary Jowisza w niecały milion.
„To jak odkrycie, że dziecko nauczyło się biegać, zanim nauczyło się czołgać" — powiedział Lucas Cieza, jeden z badaczy. „Nasze najlepsze teorie po prostu tego nie przewidywały."
Dokładnie takie odkrycia sprawiają, że nauka jest fascynująca. Nie potwierdzamy tego, co już wiedzieliśmy. Odkrywamy, że wszechświat jest dziwniejszy i bardziej pomysłowy niż nasze modele. To przypomnienie, że natura zawsze ma w zanadrzu jakieś asy.
Sam układ gwiezdny znajduje się w odległości około 450 lat świetlnych od Ziemi. W skali kosmosu to niemal nasze podwórko. A ponieważ jest tak młody, obserwacja Elias 2-24 b pozwala zajrzeć w przeszłość naszego Układu Słonecznego sprzed ponad czterech miliardów lat — gdy Jowisz był jeszcze noworodkiem torującym sobie drogę przez dysk protoplanetarny.
Pomyśl o tym przez chwilę. Patrzymy na zdjęcie naszego kosmicznego sąsiedztwa sprzed pojawienia się jakiejkolwiek formy życia na Ziemi. To jednocześnie deprymujące i inspirujące.
Oczywiście to odkrycie pokazuje też, ile wciąż nie wiemy. „Galaktyka nieustannie produkuje nowe gwiazdy i planety" — zauważył Cieza — „ale te młode planety są dla nas niemal niewidzialne." Chmury pyłu, w których rodzą się światy, są niezwykle trudne do przejrzenia. Jak próbować obserwować rozpakowywanie prezentu przez matowe szkło.
Ale każde takie odkrycie pomaga nam udoskonalać naszą wiedzę. Naukowcy będą teraz aktualizować modele, uwzględniając możliwość, że planety mogą formować się szybciej lub w sposób, którego wcześniej nie brali pod uwagę. A kto wie? Może to otworzy drzwi do znalezienia jeszcze młodszych planet w innych zakurzonych zakątkach naszej galaktyki.
Podsumowując: właśnie poznaliśmy najnowszą planetę we wszechświecie. I już teraz podważa ona wszystko, co myśleliśmy o tym, jak powstają światy takie jak nasz. Całkiem nieźle jak na obiekt, który nie zdążyłby jeszcze nawet wypić kosmicznego mleka.