Myszka, która mieści się w kieszeni — i która naprawdę działa
Przyznanie się do grzechu: od lat taszczę ze sobą laptopa, ale myszkę? Prawie nigdy.
Nie dlatego, że jej nie chcę. Problem w tym, że każda „myszka podróżna", jaką dotąd testowałam, kończyłała tak samo — albo była malutka i niewygodna (pamiętacie te miniaturowe bezprzewodowe gratisy do netbooków sprzed dekady?), albo wymagała osobnego etui albo przynajmniej dodatkowej przegródki w torbie. Żaden z tych wariantów nie pasuje do sytuacji, gdy i tak mam pełne ręce — laptop, telefon, i dziesięć innych rzeczy.
Dlatego gdy usłyszałam o Logitech Mobi Fold — myszce, która dosłownie składa się na pół — byłam zaciekawiona. I sceptyczna. Składana technologia sprawdza się w telefonach, ale w myszce? Brzmi jak chwyt marketingowy, który zaraz się wywali.
Pomyliłam się.
Moment „Dlaczego nikt tego wcześniej nie wymyślił?"
Otóż Mobi Fold brzmi bardziej skomplikowanie, niż jest w rzeczywistości. W połowie obudowy znajdziesz zawias, a gdy chcesz schować myszkę, po prostu składasz ją jak okładkę książki. Wsadzasz do kieszeni. Koniec.
Po rozłożeniu masz do dyspozycji pełnowymiarową myszkę — jakieś 12 centymetrów długości — która naprawdę leży w dłoni wygodnie. V-kształtna obudowa jest smukła, ale twoja ręka układa się na niej naturalnie. Żadnego ściskania, żadnego skurczu palców, żadnego „czemu po godzinie mam dziwne wrażenie".
To jest ten element, który naprawdę ma znaczenie. Większość myszek podróżnych zmusza cię do kompromisów — albo ergonomia, albo rozmiar. Mobi Fold nie godzi się na takie ustępstwa.
Jak się tego używa na co dzień?
Szczera odpowiedź: nie zastąpi twojej stacjonarnej myszki, jeśli zajmujesz się ciężkim projektowaniem albo grasz. To nie ten kaliber.
Ale do rzeczy, które robię najczęściej — pisanie, przeglądanie internetu, praca z arkuszami, wideorozmowy — Mobi Fold radzi sobie bez problemu. Masz standardowy lewy i prawy przycisk, plus dotykowy obszar w środku do przewijania. Nie ma fizycznego scrolla (logiczne — w składanej konstrukcji po prostu nie ma na niego miejsca), ale dotykowe przewijanie daje radę, gdy tylko się do niego przyzwyczaisz.
Mała, ale przydatna rzecz: możesz sparować myszkę z trzema urządzeniami naraz przez Bluetooth i przełączać się między nimi jednym guzikiem na spodzie. Jeśli więc latasz między laptopem, tabletem i komputerem stacjonarnym, nie potrzebujesz osobnych myszek do każdego z nich.
Kwestia ceny
Za 80 dolarów to nie jest zakup spontaniczny. To wydatek z kategorii „splurge" — dla kogoś, kto dokładnie wie, dlaczego potrzebuje podróżnej myszki i od dawna marzy o czymś, co naprawdę zmieści się w kieszeni.
Jeśli pracujesz z kawiarni, hotelowych pokoi, lotniskowych saloników — albo generalnie z dowolnego miejsca, które nie jest biurkiem — ta myszka jest zrobiona dla ciebie. Jeśli głównie siedzisz w domu albo w biurze i rzadko gdzieś wyjeżdżasz, możesz spokojnie ją pominąć.
Ale moja opinia? Przez lata próbowałam masy „wystarczająco dobrych" podróżnych peryferiów i zwykle były po prostu... rozczarowujące. Mobi Fold nie jest rozczarowujący. Wygląda tak, jakby ktoś w końcu potraktował koncepcję „myszki podróżnej" poważnie i zadał sobie pytanie: „a co, jeśli rozwiązalibyśmy problem rozmiaru, zamiast go pogłębiać?".
Pierwszy raz od bardzo dawna rozważam dodanie myszki do codziennego ekwipunku. To coś znaczy.