Gdy gwiazda łamie wszystkie zasady
Wyobraź sobie, że patrzysz w teleskop i widzisz coś, co nie pasuje do żadnego znanego schematu. W 1866 roku włoski astronom Angelo Secchi skierował swój instrument na gwiazdę Gamma Cassiopeiae i po prostu nie mógł uwierzyć własnym oczom.
Gwiazda zachowywała się dziwnie z wodorem. Zamiast jasnych linii emisyjnych, które widać u zwykłych gwiazd, pokazywała ciemne. Secchi szybko pojął, że ma do czynienia z czymś nowym. Tak narodziła się klasa gwiazd Be – obiektów, które do dziś pozostają zagadką.
Gwiazda na sterydach
Najbardziej zaskakujące jest tempo obrotu tych gwiazd. Gamma Cassiopeiae i jej siostry wirują z prędkością dochodzącą do 70–80 procent granicy, przy której siła odśrodkowa rozrywałaby je na kawałki. To nie spokojne kulki plazmy, tylko kosmiczne bąki, które ledwo trzymają się w jednym kawałku.
Tak szybki obrót wyrzuca gaz z równika gwiazdy. Materiał tworzy wokół niej płaski dysk, wirujący razem z nią. Wygląda to tak, jakby gwiazda sama się „rozlewała” w przestrzeń.
Co odkryli radzieccy astronomowie
W połowie XX wieku radzieccy badacze zauważyli, że dyski te nie są jednolitą otoczką. Składają się z oddzielnych grud gazu. Ich wyniki ukazały się po rosyjsku, więc astronomowie z Zachodu długo ich nie zauważyli. To klasyczny przykład tego, jak język potrafi spowolnić naukę.
Zagadka promieniowania X
W 1976 roku teleskopy rentgenowskie pokazały, że Gamma Cas emituje promieniowanie X w ilościach setki razy większych niż inne gwiazdy Be. Temperatura plazmy sięgała 150 milionów stopni. Każdy, kto wtedy analizował dane, wiedział, że musi istnieć jakiś dodatkowy mechanizm.
Wiele lat zakład<|eos|>