Całun Turyński – niespodziewane odkrycie, które zmienia wszystko
Przyznaję się bez bicia – kiedy pierwszy raz usłyszałam o tej historii, moja pierwsza myśl brzmiała: „Ludzie WCIĄŻ się tym zajmują?". I wiecie co? Właśnie dlatego ta historia jest warta waszej uwagi.
Całun Turyński był badany, kwestionowany, dyskutowany i przesiewany przez – zdaje się – całą wieczność. Jeśli jakimś cudem ominęła was ta cała awantura: chodzi o płótno lniane, które według niektórych przykrywało ciało Jezusa po ukrzyżowaniu, z wyraźnym odciskiem twarzy i ciała mężczyzny. Inni twierdzą, że to średniowieczne oszustwo. Dyskusja trwa od wieków i szczerze? pewnie potrwa jeszcze długie wieki.
Ale tutaj robi się naprawdę interesująco.
Zespół badaczy właśnie opublikował wyniki w czasopiśmie Scientific Reports – i mówiąc wprost, to ogromny krok naprzód w badaniach nad artefaktami historycznymi. Naukowcy sięgnęli po próbki z Całunu, które pobrano jeszcze w 1978 roku – tak, prawie 50 lat temu – i przepuścili je przez coś, co się nazywa sekwencjonowaniem metagenomowym nowej generacji bez PCR. Brzmi skomplikowanie, ale chodzi o to, że to obecnie najpotężniejsza technologia analizy DNA, jaką dysponujemy.
Co znaleźli?
Przygotujcie się na podróż przez wieki historii.
Badacze odkryli ludzkie mitochondrialne DNA – to akurat ma sens, bo przecież ludzie dotykali tego przedmiotu od zawsze. Ale znaleźli też niesamowicie zróżnicowany mikrobiom – bakterie, grzyby, a nawet mikroorganizmy kochające sól, które prawdopodobnie przywędrowały z różnych środowisk, gdzie Całun był przechowywany i wystawiany na widok publiczny.
A potem robi się naprawdę ciekawie. Odkryli DNA roślin uprawnych: pszenicy, marchwi, kukurydzy, bananów, orzeszków ziemnych. DNA zwierzęce – bydła, świń, kur, psów, kotów. NawetDNA śródziemnomorskiej czerwonej koralki, co natychmiast wyobraźnię kieruje w stronę zakonnika z XV wieku, który przypadkowo kichnął na Całun podczas kolacji z owocami morza gdzieś nad wybrzeżem. (Dobra, pewnie tak nie było, ale przyznasz, że to zabawny obrazek.)
Profesor Noemi Procopio z Uniwersytetu w Lancashire ujęła to pięknie: Całun reprezentuje „bogate archiwum informacji genetycznej, które nagromadziło się przez wieki ludzkiej interakcji i oddziaływania środowiska."
To właśnie czyni te badania tak fascynującymi, moim zdaniem. Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, czy to płótno rzeczywiście owijało ciało Jezusa z Nazaretu. Ale to, co MOŻEMY wiedzieć, to niesamowita podróż, jaką ten kawałek lnu odbył przez ludzką historię. Każdy dotyk, każdy oddech, każde środowisko zostawiło ślad – a współczesna nauka jest wreszcie na tyle zaawansowana, że potrafi te ślady odczytać jak książkę.
Badacze ostrożnie zaznaczają, że nie są w stanie wyizolować żadnego „oryginalnego" DNA, które mogło znajdować się na płótnie w momencie jego powstania – wieki dotykania po prostu wymieszały wszystko zbyt dokładnie. Więc jeśli liczyliście na definitywną odpowiedź o autentyczność Całunu, możecie się rozczarować.
Ale ja uważam, że to właściwie O WIELE bardziej ekscytujące niż znalezienie ostatecznego dowodu w którąkolwiek stronę. Bo Całun to nie tylko pytanie typu tak-nie na temat jednego twierdzenia historycznego. To żywa kronika ludzkiej cywilizacji – fizyczne połączenie z każdym, kto kiedykolwiek czcił, badał, wystawiał lub po prostu znajdował się w tym samym pomieszczeniu co ten niezwykły obiekt.
I szczerze? To też wydaje mi się rodzajem cudu.
A wy co myślicie? Czy tego typu archeologia biologiczna to przyszłość badań historycznych? Piszcie w komentarzach – chętnie poznam wasze zdanie na temat tej historii!