Grobowiec, który ciągle rósł
Wyobraź sobie taką sytuację: jesteś archeologiem i wchodzisz do grobowca po raz pierwszy. Powietrze jest stęchłe, kurz tańczy w snopie latarki, a tam na podłodze — szczątki ludzi, którzy zmarli ponad 2000 lat temu.
Większość z nas pewnie pomyślałaby, że grobowiec używany przez wieki musi być totalnym chaosem. Ciała powrzucane byle jak, rodziny próbujące upchnąć kolejne pochówki gdziekolwiek się da. Jakaś starożytna egipska gra w krzesła, tyle że z udziałem zmarłych.
A jednak według nowego badania opublikowanego w Frontiers in Environmental Archaeology, w grobowcu TT 209 było zupełnie inaczej. I szczerze mówiąc, to, co naukowcy rzeczywiście odkryli, jest o wiele ciekawsze.
Rodzinna sprawa (no, prawie)
Grobowiec znajduje się w Nekropolii Tebańskiej — tej niesamowitej „miastu umarłych" po drugiej stronie Nilu, naprzeciwko Luksoru. Zbudowano go w czasach 25. dynastii (mniej więcej 754-656 p.n.e.), a używano aż do końca okresu ptolemejskiego, czyli do około 30 roku p.n.e. Mówimy więc o blisko 700 latach ciągłego użytkowania.
Kiedy badacze z Uniwersytetu La Laguna na Wyspach Kanaryjskich w końcu szczegółowo zbadali komorę numer trzy, znaleźli 16 zmumifikowanych ludzi i — uwaga — jednego zmumifikowanego psa.
Szesnaście osób i pies. Wszyscy w jednym pomieszczeniu. Wszyscy starannie ułożeni.
Ważni ludzie chowani byli pierwsi
To mnie naprawdę zafascynowało w tym badaniu: najstarsze pochówki należały do osób o wysokim statusie społecznym. Miały trumny (nie każdy je miał!), ozdobne sieci pogrzebowe, chroniące amulety i eleganckie przedmioty jak choćby zawartość fenickich amfor. To nie byli zwykli ludzie — to były ważne persony.
Ale najciekawsze dopiero nadchodzi. Z biegiem czasu status społeczny chowanych tam osób jakby się zmieniał. Późniejsze pochówki nie miały już ozdobnych trumien. Za to były starannie mumifikowane i układane w dostępnym miejscu.
I tutaj ważna sprawa: to nie był znakupadku czy rozkładu. Naukowcy podkreślają wyraźnie, że to nie była „chaotyczna kumulacja" ani „utrata pierwotnego rytuału". W pozornym chaosie była metoda.
Ktoś się tym zajmował
Pomyśl o tym z perspektywy osoby odpowiedzialnej za układanie tych pochówków. Masz już ciała w środku. Stare ciała, pewnie dość delikatne po tylu wiekach. A twoim zadaniem jest jakoś zrobić miejsce dla kogoś nowego, nie okazując braku szacunku tym, którzy byli przed nim.
Badacze nazywają to „pamięcią pogrzebową" — każdy nowy pochówek był dostosowany tak, by pasował do już istniejących. Wyobraź sobie grę w Tetrisa, ale zamiast klocków masz zmumifikowane szczątki, a punktacja zależy od duchowego szacunku, nie punktów.
Z czasem komora robiła się gęstsza, oczywiście. Ale naukowcy zauważyli konkretne wzorce w tym, jak to się działo, co sugeruje świadome decyzje, a nie zwykłe wrzucanie ciał.
Historia z psem
Muszę powiedzieć o tym psie, bo szczerze? To chyba najbardziej wzruszający szczegół całego badania.
W południowo-wschodniej części komory, datowanej na okres ptolemejski, badacze znaleźli cztery mumie ułożone pionowo jedna na drugiej. A na samym szczycie? Zmumifikowany pies, położony tuż nad szczątkami mężczyzny i kobiety.
Pierwszy autor badania, dr Jared Carballo-Pérez, powiedział to pięknie: „To może wskazywać na bliską relację między tymi ludźmi a zwierzęciem, co moim zdaniem jest dość łatwe do zrozumienia".
I szczerze mówiąc, poczułem to. Wciąż chowamy ludzi z ich zwierzętami. Wciąż nie możemy znieść myśli o rozłące z pupilami, których kochamy. Fakt, że ta tradycja sięga ponad 2000 lat wstecz, po prostu do mnie przemawia.
Ale jest też inne wytłumaczenie. Główny autor, dr Miguel Ángel Molinero Polo, sugeruje, że pies mógł być „psychopompem" — symbolicznym przewodnikiem w podróży do zaświatów. W wielu kulturach są postacie, które prowadzą dusze na drugą stronę. Może ten pies właśnie tym zajmował się dla ludzi pogrzebanych pod nim.
Pozycja Ozyrysowa
jakby psa było mało, badacze zauważyli też, że późniejsze pochówki mają coś wyjątkowego: ramiona skrzyżowane na klatce piersiowej w tym, co nazywa się „pozycją Ozyrysową".
Jeśli nie znasz egipskiej mitologii: Ozyrys był bogiem podziemi i sędzią zmarłych. Kiedy kogoś chowano w tej pozycji, wyglądał jak sam Ozyrys — całkiem mocne stwierdzenie jeśli chodzi o oczekiwania dotyczące życia po życiu.
Fakt, że ta pozycja pojawia się w późniejszych pochówkach, kiedy miejsca było już jak na lekarstwo, mówi nam coś ważnego: nawet gdy robiło się tłoczno, ludzie wciąż znajdowali sposoby, by uczcić tradycje. Nie wrzucali ciał byle jak — podejmowali świadome decyzje.
Co z tego wynika?
Najbardziej uderzyło mnie w tym badaniu coś takiego: niewiele wiemy o tym, jak zwykli starożytni Egipcjanie faktycznie się zachowywali, gdy wchodzili do grobowców. Mamy wielkie inskrypcje świątynne i królewskie rejestry pochówków, ale te codzienne sprawy? Tego jest znacznie trudniej się dowiedzieć.
Ten grobowiec daje nam wgląd w tę lukę. Pokazuje prawdziwych ludzi, przez pokolenia, podejmujących decyzje o tym, gdzie położyć babcine szczątki względem prapradziadka. Pokazuje, że nawet gdy miejsca ubywało, ktoś zatrzymywał się, by przemyśleć, jak zrobić to z szacunkiem.
Autorzy badania argumentują, że komora była „wielokrotnie przywracana do aktywnego użytku" — każdy nowy pochówek zmieniał organizację i rozumienie przestrzeni, jednocześnie szanując wcześniejsze. Innymi słowy: to nie było zaniedbanie czy porzucenie tradycji. To była adaptacja.
Podsumowanie
Nie wiem jak ty, ale ja znajduję w tym dziwnie pocieszającą myśl.
Przyzwyczajeni jesteśmy do myślenia o starożytnych cywilizacjach jako o czymś „innym" — kompletnie obcym sposobowi, w jaki myślimy i czujemy. A tu masz grobowiec, który pokazuje rodziny dbające o swoich zmarłych przez wieki. Społeczeństwo, które kochało psy tak samo mocno jak my. Ludzi, którzy wymyślili, jak wciąż czcić przodków, nawet gdy miejsca brakowało.
Dla nich umarli nigdy naprawdę nie odeszli. Po prostu czekali w tej ciemnej komorze na kolejnego członka rodziny, który do nich dołączy.
Czasem przeszłość wydaje się bliższa, niż nam się wydaje.
Źródło: ScienceDaily