Freud miał rację? Neurologia zaskakuje
No dobrze, przyznaję się bez bicia. Przez lata myślałam o Freudzie głównie tak: w niektórych kwestiach szedł za daleko, w innych kompletnie minął się z prawdą. Ale najnowsze badania sprawiły, że zaczynam przemyśliwać jedną z jego głównych koncepcji — i szczerze? Trochę mnie to zamurowało.
Nowa praca opublikowana w czasopiśmie Entropy dowodzi, że współczesna neurobiologia i psychoanaliza opisują zasadniczo to samo zjawisko, tylko innym językiem. A jeśli mają rację, może to zmienić absolutnie wszystko — od tego, jak rozumiemy lęk, przez relacje, aż po to, dlaczego terapia w ogóle działa.
O co właściwie chodzi?
W neurobiologii huczy teraz od terminu "paradygmat predykcyjny". W wielkim skrócie: twój mózg non stop zgaduje, co wydarzy się za chwilę. W każdej sekundzie snuje hipotezy o świecie, a potem weryfikuje je z tym, co faktycznie się dzieje.
Wyobraź sobie, że twój mózg to ten znajomy, który zawsze kończy za ciebie zdania — tylko że zamiast zdań, stara się "dokończyć" rzeczywistość, zanim ta w ogóle nastąpi.
I tutaj robi się ciekawie. Naukowcy twierdzą, że brzmi to podejrzanie podobnie do tego, o czym Freud i jego psychoanalityczni następcy mówili od ponad stu lat. Chodzi konkretnie o to, że doświadczamy świata nie takiego, jaki jest, lecz przefiltrowanego przez przeszłe doświadczenia.
Co to oznacza w praktyce?
Pozwól, że podam ci prawdziwy przykład. Wyobraź sobie kogoś, kto dorastał z krytycznymi rodzicami. Jako dorosły wchodzi na spotkanie, gdzie koledzy prowadzą zwykłą rozmowę. Ale ponieważ jego mózg "przewidział", że ludzie będą go oceniać, może wyjść z przekonaniem, że wszyscy mówili o nim albo że odebrał subtelną krytykę.
Badacze nazywają to projekcją — termin wymyślony przez Freuda — i widzą w tym bezpośrednie połączenie z tym, jak nasze mózgi uzupełniają luki wrażeniami zgodnymi z oczekiwaniami.
"Kształtujemy nasze doświadczenie świata zgodnie z utrwalonymi oczekiwaniami. Nasze wcześniejsze interakcje stopniowo wpływają na to, czego spodziewamy się po przyszłych relacjach i sytuacjach" — wyjaśnia badacz Erik Stänicke.
Innymi słowy: wszyscy chodzimy z gotowymi szablonami w głowie i bez przerwy próbujemy wcisnąć rzeczywistość w te szablony, nawet jeśli kompletnie do nich nie pasuje.
Dlaczego utykamy w miejscu?
Zarówno neuronauka predykcyjna, jak i "stara dobra" psychoanaliza opisują umysł jako coś, co pragnie stabilności. Twój mózg nie znosi niepewności. Chce, żeby wszystko było przewidywalne i możliwe do ogarnięcia.
I tu pojawia się problem: nawet negatywne oczekiwania są w pewnym sensie pocieszające, bo są znajome. Jeśli spodziewasz się wrogiego świata, przynajmniej wiesz, na czym stoisz.
"Psychoanalitycy nazywają to tendencją umysłu do odtwarzania znajomych wzorców relacyjnych, nawet jeśli są one całkowicie nieprzystosowawcze" — mówi Stänicke.
Czyli utykamy nie dlatego, że wszystko działa. Utykamy, bo jest przewidywalne. Twój mózg woli mieć rację i cierpieć, niż zostać zaskoczonym i niepewnym.
To tłumaczy tak wiele rzeczy, prawda? Dlaczego ludzie zostają w złych związkach? Dlaczego ktoś wciąż spodziewa się odrzucenia, mimo że partner naprawdę go kocha? Dlaczego wewnętrzny krytyk dzień w dzień szepcze te same okropności?
To nie dlatego, że są zepsuci. To dlatego, że ich mózg postanowił, że te przewidywania redukują niepewność — a niepewność jest straszniejsza niż nieszczęście.
Dobra wiadomość (tak, jest!)
Oto co uważam za naprawdę nadzieję dającą: jeśli nasze wzorce mentalne to przewidywania, to znaczy, że nie są wieczne. To tylko... nawyki. A nawyki można zmienić.
Ale potrzeba czasu i nowych doświadczeń. Badacze podkreślają, że nasze oczekiwania nie są tylko świadomymi przekonaniami — są osadzone w tym, jak funkcjonujemy w relacjach, w pamięci proceduralnej, która kształtuje nasze interakcje automatycznie.
Dlatego właśnie działa terapia rozmową. Kiedy masz terapeutę, który konsekwentnie odpowiada ciepłem i szczerością, nie uczysz się tylko nowych informacji — tworzysz nowe przewidywania. Twój mózg zaczyna się powoli oswajać z myślą, że może — tylko może — relacje nie muszą podążać tymi samymi bolesnymi scenariuszami.
"Oba modele pokazują nam, jak części naszych oczekiwań wobec świata zewnętrznego są zakotwiczone nie tylko poznawczo, ale też w pamięci proceduralnej, która wyraża się w sposobach bycia w relacjach" — wyjaśnia Stänicke.
Mówiąc wprost: nie da się wszystkiego przemyśleć. Czasem trzeba się przeżyć — poprzez wchodzenie w nowe relacje i sytuacje, które powoli, stopniowo aktualizują twoje przewidywania o tym, co jest możliwe.
Podsumowanie
Nie wiem jak ty, ale ja znajduję w tym dziwnie pocieszającą myśl. Oznacza to, że nie jestem fundamentalnie zepsuta, jeśli mam lęki czy problemy z zaufaniem. Oznacza to, że mój mózg po prostu robi to, do czego został stworzony — próbuje przewidywać i kontrolować świat na podstawie przeszłych doświadczeń.
Problem pojawia się wtedy, gdy te przewidywania stają się sztywne i nieaktualne. Rozwiązanie nie polega na ich tłumieniu czy ignorowaniu, lecz na delikatnym wystawianiu się na doświadczenia, które je poszerzają.
Freud wiele rzeczy pokręcił przez te wszystkie lata. Ale może — tylko może — trafił w coś głębokiego, gdy sugerował, że to, jak przewidujemy świat, kształtuje to, jak go doświadczamy. I czy nie jest piękne, że nauka w końcu za nim nadąża?