Najdziwniejszy eksperyment, o którym nikt nie słyszał
Muszę wam opowiedzieć o czymś, co wydarzyło się ostatnio w jednym z fizycznych laboratoriów. Szczerze? Wciąż dochodzę do siebie.
Trzech fizyków z Uniwersytetu w Oslo podczas kolacji zaczęło rozmawiać o rzeczy, która brzmi jak marzenie każdego nerda: co się stanie, jeśli spróbujemy przeciąć foton na pół?
Proste pytanie, prawda? Foton to przecież cząstka światła. Można by go pokroić i dostać... dwie mniejsze porcje światła. Może.
Ale jest jeden problem. Foton to cząstka elementarna, czyli nie składa się z niczego mniejszego. Nie da się go tak po prostu rozszarpać, jak atom czy cząsteczkę. Nie ma wnętrza do odsłonięcia.
Mimo to naukowcy się zastanowili: a co jeśli spróbowalibyśmy foton obciąć? Na przykład przysłonić część impulsu optycznego jak migawką?
W tym momencie robi się dziwnie
Kiedy obcinasz kawałek fotonu, dzieje się coś zupełnie niezgodnego z intuicją.
Zamiast dwóch uszkodzonych połówek światła, tworzysz więcej fotonów.
Wiem. Ja też musiałem przeczytać to zdanie trzy razy.
Artykuł zespołu (opublikowany w Physical Review Letters, jeśli chcecie brzmieć mądrze) mówi tak: obcinając kawałek fotonu, tak naprawdę "efektywnie tworzysz całą gromadę nowych fotonów". Nawet jeśli zamykasz przysłonę powoli.
Uderzyła mnie jedna myśl: to jak mityczna hydra. Ucinasz jedną głowę, a wyrastają dwie nowe. Tyle że tutaj hydra jest ze światła i nie obchodzi ją logika.
Dlaczego fotony są dziwniejsze, niż myślałeś
Dlaczego w ogóle tak się dzieje?
Kluczowa sprawa: fotony nie są symetrycznymi pakiecikami światła. Jedna strona fotonu ma to, co badacze nazywają "nieskończonym ogonem". Wyobraźcie sobie falę, która po prostu... ciągnie się w nieskończoność w jednym kierunku. Oto wasz foton.
Przez tę asymetrię, miejsce cięcia ma ogromne znaczenie. Foton nie jest schludną, jednorodną kulką czekającą na podział.
Żeby dokładnie zrozumieć, co się dzieje, zespół z Oslo zbudował to, co naukowcy nazywają "modelem zabawką" — celowo uproszczoną wersję sytuacji, żeby skupić się na sednie. Wyobrażili sobie pojedynczy foton lecący w jednym wymiarze z jedną polaryzacją, pędzący prosto na lustro-pełniące-rolę-migawki.
I co z tego prostego eksperymentu wynikło?
Jeden kawałek to była czysta próżnia — nic. Zero fotonów. Drugi kawałek to kompletny, cały, pojedynczy foton. Całkowicie oddzielne, czyste stany, bez żadnego wspomnienia o tym, że kiedykolwiek stanowiły jedność.
Żaden z kawałków nie wyglądał "obcięty". Oba wyglądały jak całość. Ale foton jakoś... przemodelował sam siebie?
Dlaczego nikt wcześniej o to nie zapytał?
Sami badacze przyznają, że to pytanie wydaje się oczywiste z perspektywy czasu, ale najwyraźniej nikt wcześniej nie zawracał sobie nim głowy. Myślę, że rozumiem dlaczego.
Kiedy jesteś pracującym fizykiem, skupiasz się na praktycznych problemach — eksperymentach, które mogą prowadzić do przełomów w komputerach kwantowych, nowych metod przesyłania informacji, zrozumienia fundamentalnej struktury wszechświata. Siedzenie i zastanawianie się "a co jeśli po prostu... przecięlibyśmy foton na pół?" brzmi niemal zbyt prosto.
Może to jest właśnie lekcja. Czasem pytania, które wydają się zbyt podstawowe, żeby je zadawać, skrywają najfascynujątszą dziwność fizyki.
Co to w ogóle znaczy?
Powinienem być jasny: to był eksperyment teoretyczny z wyidealizowanymi modelami. Prawdziwe ustawienia byłyby bardziej chaotyczne. Ale fundamentalny wniosek — że obcinanie fotonu nie zmniejsza jego liczby, a potencjalnie ją zwiększa — wydaje się prawdziwy.
Naukowcy sugerują, że takie obcięte stany fotonowe mogą być łatwiejsze do badania metodami fizyki klasycznej niż kwantowej. Ale dla nas, zwykłych obserwatorów podziwiających dziwność świata, wniosek jest prostszy:
Wszechświat jest o wiele dziwniejszy, niż mu dajemy kredyt.
Lubimy myśleć, że rozumiemy światło. Znamy fotony od ponad stu lat. Używamy ich do wszystkiego — od komunikacji po terapie medyczne. A jednak najwyraźniej wciąż nie rozumiemy do końca, co się dzieje, gdy spróbujemy któryś z nich obciąć.
Fizyka nie przestaje nas zaskakiwać. I szczerze? Nie mogę się doczekać, jakie pytania jeszcze sobie nie zadamy.
Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się nad czymś tak podstawowym, że założyłeś, że ktoś inny musiał już na to odpowiedzieć? Może najciekawsze odkrycia ukrywają się w pytaniach, których wstydziliśmy się zadać.