Gumowa rewolucja w walce z rakiem? Brzmi nieprawdopodopodobnie, ale badacze już nad tym pracują
Muszę się z czymś przyznać. Kiedy pierwszy raz usłyszałam o tych badaniach, musiałam przeczytać artykuł dwukrotnie. Żuje gumę? Do walki z rakiem? Brzmi jakclickbait z porannego programu. Ale dajcie mi szansę, bo to naprawdę fascynująca nauka.
Co takiego wymyślili?
Naukowcy z Uniwersytetu Pensylwanii pod kierownictwem Henry'ego Daniella stworzyli specjalną gumę do żucia. Nie jest jednak zrobiona z zwykłej syntetycznej masy. Wyobraźcie sobie – to guma zrobiona z rośliny o nazwie lablab, czyli fasola hyacyntowa. I ta guma została z-engineeringowana tak, by zawierać białko o nazwie FRIL. To białko ma naturalne właściwości przeciwwirusowe.
Badacze postanowili sprawdzić, czy taka guma może poradzić sobie z mikrobami, które są powiązane z nowotworami głowy i szyi. I wiecie co? Kiedy przetestowali ekstrakty z tej gumy na próbkach śliny pacjentów, poziom wirusa HPV spadł o zawrotne 93 procent. Dziewięćdziesiąt trzy! To nie jest żaden tam efekt kosmetyczny. To potencjalnie rewolucyjna zmiana.
Czemu to ma znaczenie?
Wiem, co niektórzy z was myślą. Czy to oznacza, że możemy sobie odpuścić inne leczenie? Nie do końca. Nikt nie mówi, że ta guma zastąpi cokolwiek. To raczej dodatek, nowe narzędzie w skrzynce lekarzy.
Nowotwory głowy i szyi potrafią być okrutne. Często wykrywamy je zbyt późno, a wskaźniki przeżywalności nie poprawiły się znacząco mimo nowych leków. Sam Daniell przyznaje, że wiele ostatnio zatwierdzonych leków niespecjalnie wpłynęło na jakość życia czy przeżywalność pięcioletnią. Przykre, prawda?
Dlatego ta metoda jest tak interesująca. Zamiast atakować bezpośrednio komórki rakowe (co jest niesamowicie trudne), guma uderza w drobnoustroje, które mogą pomagać rakowi się rozwijać. To trochę jak przecięcie linii zaopatrzenia zamiast szturmowania kwatery głównej wroga.
Podwójne uderzenie
A tutaj robi się jeszcze ciekawiej. Naukowcy nie zatrzymali się na wirusach. Zaprojektowali gumę tak, by zawierała też coś called protegrin – to przeciwbakteryjny peptyd, który zabija szkodliwe bakterie.
W testach jedna dawka obniżyła poziom dwóch problematycznych bakterii (Porphyromonas gingivalis i Fusobacterium nucleatum – spróbujcie to trzy razy szybko wymówić) do prawie niewykrywalnych poziomów. A najlepsze? Dobroczynne bakterie w naszych ustach przetrwały bez problemu.
To naprawdę ważne. Tradycyjna radioterapia zazwyczaj niszczy wszystko – te dobre i te złe drobnoustroje. To może zostawiać jamę ustną podatną na infekcje oportunistyczne, na przykład nadmierny rozrost drożdżaków. Ta guma mogłaby oferować podejście bardziej chirurgiczne.
Co dalej?
Nie będę udawać, że to jest gotowy lek. Pewnie minie sporo lat, zanim zobaczymy taką gumę u dentysty. Sami badacze mówią, że muszą przejść do prób klinicznych i czeka ich jeszcze mnóstwo testów.
Ale czy nie jest niesamowite, że zwykły kawałek gumy pochodzący z rośliny może potencjalnie redukować mikroby związane z rakiem o takie ilości? Pomysł, że coś tak codziennego jak żucie gumy mogłoby kiedyś odegrać rolę w profilaktyce nowotworowej, napawa mnie prawdziwym optymizmem co do kierunku, w jakim zmierza medycyna.
A wy co myślicie? Żuли byście gumę walczącą z rakiem? Szczerze jestem ciekawa waszych opinii.