- Chwytliwy wstęp o latających samochodach i o tym, dlaczego kochamy ten pomysł
- Ogłoszenie demonstracji Tesli
- Historia niespełnionych obietnic (ale własnymi słowami, nie skopiowane)
- Moje komentarze i opinie
- Podsumowanie i refleksja
Muszę to przyznać – kiedy po raz pierwszy zobaczyłem wideo, na którym Tesla Roadster wzbija się w powietrze, obracając się do góry nogami, a potem z gracją prostuje się w locie, wykrzyknąłem głośne „wow”. Bo umówmy się, latające samochody są po prostu niesamowite. To ten rodzaj rzeczy, o których marzymy, odkąd po raz pierwszy zobaczyliśmy Marty'ego McFly'a przemykającego nad korkami w „Powrocie do przyszłości II”.
Elon Musk zaprezentował to małe cudo w obiekcie SpaceX w Teksasie, w obecności entuzjastycznego tłumu wiwatującego z zachwytu. Samochód wykorzystuje 10 dysz przymocowanych do zbiorników ze sprężonym powietrzem o bardzo wysokim ciśnieniu, aby w zasadzie wystrzelić się w niebo. Bez kierowcy – zauważył Musk, dodając z uśmiechem, że „żebyśmy nikogo nie zabili”. Klasa.
Harmonogram produkcji? 2028 rok, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem.
I słuchajcie, chcę, żeby to wypaliło. Naprawdę. Jest coś głęboko ludzkiego w pragnieniu uwolnienia się od korków i zatłoczonych autostrad. Ale sprawa wygląda tak – i mówię to z całego serca – już to przerabialiśmy. Wiele, wiele razy.
Jeszcze w 1957 roku magazyn Popular Mechanics z pełnym przekonaniem ogłosił, że „Aerial Sedan” od Hiller Helicopter Company będzie waszym latającym samochodem do 1967 roku. Artykuł opisywał nawet szczegółowo konstrukcję – cztery wentylatory osłonięte obudową podtrzymujące silnik i kabinę. Stanley Hiller Jr., wynalazca, zapisał się już w historii jako nastolatek, tworząc pierwszy śmigłowiec współosiowy. Nie był laikiem.
Podobno wojna w Korei opóźniła prace. A potem, cóż... nic z tego nie wyszło. Latający samochód nigdy nie pojawił się na podjazdach w całej Ameryce. Ani nigdzie indziej, nawiasem mówiąc.
Ten schemat powtarzał się przez dziesięciolecia. Co kilka lat jakaś firma lub wynalazca obiecuje, że latający samochód w końcu nadchodzi, a co kilka lat my wciąż stoimy w korkach na ziemi.
Więc dlaczego wciąż o tym piszę? Dlaczego wciąż się tym ekscytuję? Bo szczerze mówiąc, o to właśnie chodzi w byciu człowiekiem, prawda? Śnimy o niemożliwych rzeczach. Budujemy rzeczy, które wydają się szalone. I wiecie co? Większość tych szalonych pomysłów faktycznie zawodzi. Ale niektóre nie. Bracia Wright byli wyśmiewani, zanim dokonali historii w Kitty Hawk.
Czy latający samochód Tesli będzie tym, który naprawdę zadziała? Szczerze mówiąc, nie wiem. Demonstracja inżynieryjna była imponująca – przyznaję to. Ale jest ogromna przepaść między „spójrzcie, co potrafimy zrobić w kontrolowanej próbie” a „oto bezpieczny, przystępny cenowo pojazd, który możecie kupić”.
Wiem jedno: za każdym razem, gdy ktoś podejmuje próbę realizacji marzenia o latającym samochodzie, uczymy się czegoś nowego. Może problemem nie jest technologia – może to regulacje, koszty albo infrastruktura. Może potrzebujemy zupełnie innego podejścia.
Więc tak, pozostanę ostrożną optymistką w kwestii planów Tesli na 2028 rok. Będę z zainteresowaniem obserwować, jak prawdopodobnie rozbiją kilka prototypów i ustalą, co jest w rzeczywistości wykonalne. I będę tu pisać o tym, bo szczerze mówiąc, nawet porażki są częścią historii, która ostatecznie prowadzi nas w niesamowite miejsca.
Tylko może nie wymieniajcie jeszcze swojego sedana na zaliczkę na ten model. Historia sugeruje, że warto uzbroić się w cierpliwość.
https://www.popularmechanics.com/cars/hybrid-electric/a74158903/tesla-flying-car-history