Witamina D: o której formie mało kto pamięta
Zacznę wprost — do niedawna myślałem, że witamina D to po prostu „witamina D”. Okazuje się, że na półkach aptek i sklepów kryją się dwie różne substancje. I nowsze badania sugerują, że nie są one równoważne.
Dwie twarze jednej witaminy
Mówimy o D2 i D3. Pierwsza pochodzi głównie z grzybów, druga — z tłuszczu zwierzęcego lub syntezy laboratoryjnej. Większość z nas sięga po którąkolwiek, bo „witamina D to witamina D”. Tymczasem zespół z Uniwersytetu w Surrey przejrzał kilkanaście wcześniejszych prac i zauważył coś zaskakującego: regularne przyjmowanie D2 obniża poziom D3 we krwi.
D3 to forma, którą skóra produkuje pod wpływem słońca i którą organizm najsprawniej wykorzystuje. D2, choć też podnosi ogólny poziom witaminy D, zdaje się wypierać tę „lepszą” wersję.
Co to oznacza dla odporności
Różnica nie kończy się na liczbach we krwi. D3 uruchamia mechanizm interferonowy — pierwszy szereg obrony przed wirusami. D2 tego nie robi. Inaczej mówiąc, ktoś kto liczy, że zażywa „witaminę D”, może tak naprawdę osłabiać jeden z ważniejszych elementów swojej odporności.
Problem wege i wege-friendly
Osoby na diecie roślinnej mają trudny wybór. D3 tradycyjnie nie jest wegańska, a D2 — już tak. Dlatego właśnie badacze podkreślają potrzebę opracowania roślinnych źródeł D3. Bez tego zalecenie „wybieraj D3” dla wielu osób pozostanie martwą literą.
Co robić w praktyce
Nie ma powodu do paniki, jeśli od miesięcy bierzesz D2. Warto jednak przy najbliższej okazji sprawdzić etykietę i ewentualnie porozmawiać z lekarzem lub dietetykiem. Gdy nie ma ograniczeń dietetycznych, D3 wygląda na rozsądniejszy wybór — zwłaszcza od października do marca.
I jeszcze jedno: żadna tabletka nie zastąpi spaceru w słońcu. Nawet wtedy, gdy niebo nad Polską jest szare.