Dzień w parku, który zmienił historię
Mam dla Was pytanie: Czy kiedykolwiek braliście udział w wykopaliskach? Nie mam na myśli profesjonalnych prac archeologicznych, lecz te wolontariackie wydarzenia typu „publiczne wykopaliska”, podczas których amatorzy mogą spędzić dzień na przesiewaniu ziemi, licząc na znalezienie czegoś interesującego z przeszłości.
Cóż, niektórzy mieszkańcy New Jersey niedawno zgłosili się właśnie na takie wydarzenie w Parku Pola Bitwy pod Red Bank. Prawdopodobnie spodziewali się znaleźć guzik lub dwa, może kawałek ceramiki, ewentualnie skorodowany kawałek metalu, który mógł kiedyś być częścią miecza. Wiecie, te zwykłe przedmioty, które opowiadają nam o codziennym życiu sprzed wieków.
Czego zdecydowanie NIE spodziewali się znaleźć? Masowego grobu.
Tak. Dajcie sobie chwilę, by to do Was dotarło.
Pole bitwy, o którym nikt nie pamięta
Red Bank może nie jest tak sławne jak Yorktown czy Gettysburg, ale podczas wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych ten odcinek rzeki Delaware był absolutnie kluczowy. Mówimy o roku 1777 – w samym środku kampanii filadelfijskiej, gdy Brytyjczycy desperacko próbowali zdobyć amerykańską stolicę.
Oto krótkie tło historyczne: brytyjski generał William Howe poprowadził swoją armię z Nowego Jorku, wylądował w Zatoce Chesapeake i maszerował na północ w kierunku Filadelfii. Zdobył miasto we wrześniu, ale siły Waszyngtona nie zamierzały się poddać. Amerykanie utrzymywali dwa forty – Mifflin i Mercer – wzdłuż rzeki Delaware, skutecznie blokując brytyjskie linie zaopatrzenia i sprawiając czerwonym kurtkom poważne kłopoty.
Brytyjczycy postanowili, że mają dość tej ingerencji. Wysłali żołnierzy heskich (niemieckich najemników walczących po stronie Brytyjczyków), by zdobyli Fort Mercer w Red Bank.
A teraz najdziwniejsza część: Amerykanie wygrali.
Dwa pułki z Rhode Island odparły atak Hesów. Tego dnia zginęło około 111 żołnierzy heskich, podczas gdy straty amerykańskie wyniosły zaledwie 14 osób. Było to naprawdę niezwykłe zwycięstwo Amerykanów – choć szczerze mówiąc, podręczniki historii nie poświęcają mu wiele uwagi.
Pochówek, o którym nikt nie mówił
Po zakończeniu bitwy pułkownik Christopher Greene nakazał swoim ludziom pochować zabitych. Ale tutaj robi się ponuro.
Zmarli Hesi? Ich szczątki po prostu... wrzucono do rowu. Bez ceremonii, bez indywidualnych grobów, bez oznaczeń. Dokumenty historyczne wspominają o 75 Hesach w jednym dole i około 10 innych pochowanych bliżej rzeki, ale w większości przypadków traktowano tych żołnierzy jedynie jako straty do usunięcia.
Nie wiem, jak Wy, ale myśl o tym łamie mi serce. To byli młodzi ludzie – prawdopodobnie nastolatki lub dwudziestolatkowie – wynajęci przez niemieckich książąt do walki w czyjejś wojnie. Zginęli tysiące mil od domu, a w ciągu jednego dnia zostali po prostu... zapomniani.
No, prawie zapomniani.
Wykopaliska, których nikt się nie spodziewał
Przez lata historycy zakładali, że te heskie pochówki znajdują się gdzieś w pobliżu domu Whitallów – historycznej posiadłości, którą przejęto na potrzeby budowy Fortu Mercer. Logiczne, prawda? Bitwa toczyła się przy forcie, więc pochówki muszą być w pobliżu.
Ale gdy badacze z Uniwersytetu Rowan postanowili zbadać inny obszar Parku Pola Bitwy pod Red Bank – konkretnie działkę przy północnej granicy, która kiedyś stanowiła część fortyfikacji fortu – odkryli coś całkowicie nieoczekiwanego.
Wolont