Naukowcy robią ciastka z plastiku. I nie, to nie clickbait
Mam dla was coś, co brzmi jak scenariusz filmu science-fiction, a dzieje się naprawdę — w prawdziwym laboratorium.
Naukowcy produkują ciastka. Z plastiku.
Nie chodzi o to, że ciastka smakują jak plastik albo wyglądają jak plastik. Mówię o tym, że podstawowe składniki tych ciastek pochodzą z butelek PET i odpadów rolniczych. Po tym, jak zagłębiłam się w temat, jestem szczerze podekscytowana tym, dokąd to może nas zaprowadzić.
Problem, który jest właściwie dwoma szansami
To, co mnie w tej sprawie zafascynowało: naukowcy z Southern Illinois University Carbondale wzięli dwa ogromne globalne problemy — zanieczyszczenie plastikiem i brak bezpieczeństwa żywnościowego — i pomyśleli: a co, gdybyśmy mogli zlikwidować oba naraz?
Uwielbiam takie kreatywne podejście do rozwiązywania problemów.
Zespół pod kierownictwem doktora Lahiru Jayakody'ego rozpoczął pracę dzięki finansowaniu od NASA. Agencja chciała opracować metody produkcji żywności podczas długich misji kosmicznych, gdzie nie można po prostu zamówić pizzy z Ziemi. Astronautów lecących na wieloletnią misję na Marsa trzeba będzie wykarmić tym, co mają pod ręką.
Plastik to zasadniczo długie łańcuchy cząsteczek węgla. Żywność тоже. Pytanie brzmiało: czy możemy rozłożyć jedno i zbudować z tego drugie?
Poznajcie maleńką fabrykę żywności: drożdże
I tutaj robi się naprawdę ciekawie. Badacze nie przeprowadzają skomplikowanych reakcji chemicznych w probówkach. Korzystają z mikroorganizmów — konkretnie z programowanych drożdży — które wykonują całą ciężką pracę.
„Mikroby są bardzo sprytne" — powiedział Jayakody. „Wykorzystujemy więc ich cechy, żeby rozwiązywać problemy, które sami stworzyliśmy."
Nie wiem jak wy, ale ja znajduję w tym zarówno nadzieję, jak i pewien stopień pokory. Stworzyliśmy ogromny problem zanieczyszczenia plastikiem, ale jesteśmy też na tyle mądrzy, żeby zaprząc mikroskopijne organizmy do naprawy tego bałaganu.
Jak to działa? Najpierw plastik (ten sam, który z wyrzutem sumienia wrzucacie do kosza na recykling) i odpady rolnicze (łodygi kukurydzy, liście i tym podobne) przechodzą przez coś, co nazywa się oksydatywną hydotermiczną dysolucją. Nie przejmujcie się tą tajemniczo brzmiącą nazwą — chodzi po prostu o metodę, która rozkłada oporne materiały na mniejsze cząsteczki, z którymi drożdże mogą sobie poradzić.
Te mniejsze cząsteczki trafiają następnie do specjalnie zaprogramowanych drożdży. Drożdże, robiąc to, co robią najlepiej, przetwarzają te składniki w białka, tłuszcze, witaminy i związki smakowe.
Ewolucja ciastka
Efekt końcowy nosi nazwę µBites (czytaj „mikrobajts", bo naukowcy uwielbiają przedrostki). Można myśleć o nich jak o bogatych w białko ciasteczkach, ale produkowanych za pomocą drukarki 3D.
Badacze mogą programować różne szczepy drożdży, żeby produkowały różne składniki. Jeden szczep wytwarza wanilię z materiału roślinnego. Inny potrafi przekształcić cząsteczki pochodzące z plastiku w beta-karoten, który nasze ciało zamienia w witaminę A.
Na razie niektóre składniki — jak skrobia, błonnik czy słodziki — nadal muszą pochodzić z zewnętrznych źródeł. Ale zespół pracuje nad tym, żeby i te komponenty były produkowane przez mikroby. Wyobraźcie sobie przyszłość, gdzie prawie wszystko w jedzeniu pochodzi z tych maleńkich fabryk biologicznych.
Czy zjadłabyś takie ciastko?
No i kluczowe pytanie: jak te ciastka smakują?
Szczera odpowiedź brzmi: nikt jeszcze nie wie. Badacze czekają na zgodę instytucjonalną, zanim będą mogli przeprowadzić formalne testy smakowe. Na razie uczestnicy oceniali ciastka tylko na podstawie zapachu.
Ale wiecie, co mnie zaskoczyło? Większość ludzi powiedziała, że spróbowaliby µBites, gdyby znajdowali się w sytuacji niedoboru żywności. Co ma totalne prawo bytu, prawda? Kiedy jesteś достаточно голодный, nie będziesz zbyt wybredny co do tego, skąd pochodzi twój obiad.
Zespół stara się też sprawić, żeby ciastka były atrakcyjne nawet wtedy, gdy są inne opcje żywieniowe. Przecież żeby ta technologia naprawdę się przyjęła, ludzie muszą chcieć je jeść — nie tylko akceptować jako ostateczność.
Dlaczego to jest ważne poza samym czynnikiem „dziwactwa"
Rozumiem, że pomysł jedzenia czegoś zrobionego z plastiku może wzbudzać obrzydzenie. To kompletnie zrozumiałe. Ale chwilę się cofńmy.
Ta technologia może być rewolucyjna dla pomocy w katastrofach, operacji wojskowych czy społeczności borykających się jednocześnie z problemami z zarządzaniem odpadami i niedoborem żywności. Mówimy o zamianie obciążeń — całego tego plastiku zalegającego na wysypiskach i w oceanach — w zasoby.
A zastosowania kosmiczne są oczywiste. Jeśli ludzie kiedykolwiek wyruszą na długotrwałe misje na Marsa czy dalej, astronauci będą potrzebować zrównoważonych źródeł żywności, które nie wymagają ciągłych dostaw z Ziemi.
„Wykorzystujemy mikroby, żeby przekształcić ciastko w produkt bardziej atrakcyjny i przyjazny dla konsumenta" — powiedziała Sandhya Jayasekara, doktorantka, która zaprogramowała wiele szczepów drożdży użytych w tym projekcie.
Naukowcy mają nadzieję, że te ciastka mogłyby być gotowe do publicznej konsumpcji w ciągu najbliższych kilku lat. Jestem ciekawa, co się stanie, gdy pierwsza osoba naprawdę weźmie kęs i powie nam, czy smakuje jak zwykłe ciastko, czy może czymś zupełnie innym.
W międzyczasie będę obserwować ten temat z prawdziwym zainteresowaniem. Czasem rozwiązania naszych największych problemów przychodzą z najmniej oczekiwanych miejsc — nawet z tych samych butelek plastikowych, które wyrzucamy każdego dnia.
A wy co myślicie? Spróbowalibyście takiego ciastka, gdyby to oznaczało redukcję odpadów plastikowych? Dajcie znać w komentarzach!