Zaginiony skarb, który czekał 900 lat
Wyobraź sobie taką scenę: jest maj 1840 roku. Grupa robotników ledwo trzyma się na nogach. Od tygodni naprawiają erozję nadbrzeża w pobliżu Cuerdale, w dzisiejszym Lancashire w Anglii. Łopaty mają już zużyte, plecy ich bolą, a w głowach marzą tylko o tym, żeby wreszcie położyć się spać. I nagle jeden z nich uderza łopatą w coś twardego.
To, co stało się potem, to dokładnie taka historia, od której archeologom (i takim nerdkom jak ja) oczy się świecą.
Legenda, która okazała się prawdą
A wiecie, co w tej historii jest najciekawsze? Miejscowi od pokoleń szeptali, że największy skarb Anglii jest zakopany właśnie tam, na południowym brzegu rzeki Ribble. Ludzie w to wierzyli tak bardzo, że wróżbiarze chodzili po okolicznych łąkach z抱着 srebrnymi łańcuchami — byli przekonani, że metal wskaże im drogę do skarbu. Jeden uparty rolnik rzekomo orał swoje pola dwukrotnie, szukając go. Nic z tego.
Ale w maju 1840 roku ci zmęczeni robotnicy znaleźli go w jednej chwili.
Kiedy udało im się otworzyć zgniłą drewnianą skrzynię — jej ołowiana wyściółka kruszyła się pod dotykiem, pokryta wiekami brudu — znaleźli coś, co sprawiło, że wszystkie te wróżbity i rolnicy wyglądali, jakby szukali w zupełnie niewłaściwym miejscu.
Skarb, którego nie sposób sobie wyobrazić
Pozwólcie, że podam wam kilka liczb, bo naprawdę robią wrażenie. Mowa o siedmiu tysiącach monet. Siedem tysięcy! Do tego 68 funtów srebrnych sztabek — czyli około 31 kilogramów dla tych z was, którzy wolą system metryczny. No i całe naręcza — dosłownie naręcza — hakового srebra, czyli biżuterii i ozdób, które zostały porąbane i przetopione, żeby służyć jako waluta.
Skrzynia dosłownie pękała w szwach.
Ale to, co naprawdę powala mnie przy lekturze tej historii: monety wcale nie były tylko lokalną angielską walutą. Ależ skąd. Numizmatycy (tak, ludzie, którzy zajmują się monetami zawodowo — wymarzona robota, szczerze mówiąc) znaleźli monety z całego ówczesnego świata. Około trzech tysięcy to były stare dobre angielskie srebrne pensy, w tym niektóre z wizerunkiem Kanuta Wielkiego, wikińskiego króla, który faktycznie rządził Anglią. Ale do tego mieli mniej więcej tysiąc monet frankijskich z dzisiejszej Francji i Niemiec. Pięćdziesiąt dirhamów ze świata arabskiego. Parę ze Skandynawii. Kilka z Europy Wschodniej. I uwaga — jedna jedyna moneta z Cesarstwa Bizantyjskiego.
Jedna moneta z imperium, które rozciągało się od Grecji po Bliski Wschód, leżąca w skrzyni zakopanej na brzegu rzeki w północnej Anglii. Nie jest to niesamowite?
Dlaczego to było zakopane?
Tu robi się trochę mętnie i bardzo dramatycznie. Wikingowie słynęli z gromadzenia skarbów, ale nie mieli akurat kont oszczędnościowych. Kiedy miałeś stos srebra, musiałeś się nim dzielić ze swoją drużyną bojową. Więc czasem ambitni przywódcy zakopywali swoje zasoby tymczasowo, planując wykopać je później, gdy sprawy się uspokoją.
Ale czasem? Zakopywanie było permanentne.
Historycy podejrzewają, że Skarb z Cuerdale mógł należeć do Wikingów uciekających przed klęską — prawdopodobnie wikingów z Irlandii, wypieranych z tego kraju około 905-910 roku n.e. Przeprawili się do Anglii, niosąc wszystko, co posiadali, zakopali to, gdy zagrożenie było blisko, i najwyraźniej nigdy nie wrócili po to.
Czy to było ukryte, bo właściciel został zabity? pojmany? Może po prostu nie przeżył pościgu, który ich gonił? Nigdy nie dowiemy się tego na pewno. Ale jest coś głęboko poruszającego w wyobrażeniu sobie kogoś rozpaczliwie kopiącego dziurę, wiedzącego, że jego życie może zależeć od powrotu po ten skarb — i który nigdy nie wrócił.
Co stało się ze skarbem?
No i tutaj robi się trochę frustrująco dla współczesnego czytelnika. Robotnicy zachowali po jednej monecie na pamiątkę (lubię myśleć, że wybrali te najbardziej okazałe), ale według ówczesnego prawa o skarbach, wszystko inne należało do królowej Wiktorii. Co oznacza, że ta wspaniała kolekcja, która mogła być udostępniona publiczności, została zasadniczo zamknięta w królewskich rękach.
Ostatecznie większość skarbu trafiła do British Museum, a niektóre fragmenty do Muzeum Ashmolean w Oksfordzie. Jeśli kiedykolwiek odwiedzicie Londyn, możecie go zobaczyć — i szczerze mówiąc, czytanie o siedmiu tysiącach monet to jedno, ale zobaczenie rzędów srebrnych pensów, sztabek i tych misternie rzeźbionych bransolet naramiennych na własne oczy? To byłoby absolutnie magiczne.
Dlaczego ta historia we mnie zostaje
Wciąż wracam myślami do obrazu tych zmęczonych robotników w 1840 roku. Nie byli łowcami skarbów ani archeologami. Po prostu chłopami robili swoją robotę, pewnie narzekali na pogodę i bolące mięśnie. A potem nagle stoją tam, trzymając monety, które podróżowały z Bagdadu do Bizancjum, kawałki biżuterii porąbane wikińskimi rękami i bogactwo nie do wyobrażenia — wszystko dlatego, że legenda okazała się prawdziwa.
Jest w tym coś pięknego, prawda? Pomysł, że historia jest literally zakopana wokół nas, czeka tylko, aż ktoś przypadkowo na nią natrafi.
Następnym razem, gdy spacerujecie przez miejsce, które wydaje się zwyczajne, zapamiętajcie: nigdy nie wiecie, co może się kryć tuż pod waszymi stopami.