Naukowcy odkryli, że naprężenia wzdłuż dwóch najniebezpieczniejszych uskoków tektonicznych w Kalifornii osiągnęły poziom, jakiego nie notowano od tysiąca lat. A co jeszcze bardziej niepokojące? Wydaje się, że zidentyfikowali konkretny punkt połączenia tych uskoków — swego rodzaju bramę — która właśnie stoi otworem.
Nowe badania właśnie wywróciły do góry nogami to, co myśleliśmy o historii dżumy – i szczerze mówiąc, robi się nieciekawie. Naukowcy odkryli, że ta śmiertelna choroba dziesiątkowała ludzi ponad 5000 lat temu, na długo przed tym, zanim pojawiły się miasta, rolnictwo czy te słynne średniowieczne szczury.
Przez lata męczyłem się z wielkim, ryczącym odkurzaczem, aż w końcu trafiłem na ciche, kompaktowe cudeńko, które świetnie daje radę z codziennymi zabrudzeniami — bez żadnego stresu. I szczerze? To kompletnie odmieniło moje sprzątanie.
W 1999 roku paleontolog odkrył w Nowej Zelandii niezwykłą skamieniałość złowieszczo wyglądającej ryby. Przez lata szczegóły tego znaleziska przepadły — aż syn uczonego zapisał się na tę samą uczelnię i zrobił zaskakujące połączenie. Teraz ten prehistoryczny drapieżnik został oficjalnie nazwany i zmienia nasze wyobrażenie o morskim życiu w dawnych czasach.
Od niemal stu lat olbrzymie głazy w Dolinie Śmierci przesuwają się po pustyni bez żadnej widocznej pomocy, zostawiając za sobą długie ślady. Wygląda to jak jakaś zagadka z przeszłością. Naukowcy długo łamali sobie nad tym głowy. A teraz wreszcie wiemy, o co chodziło — i szczerze? Natura jest o wiele ciekawsza, niż nam się wydawało.
Wyobraź sobie, że spacerujesz sobie spokojnie przez zwykłą holenderską dolinę. Nic szczególnego. Trawa, drzewa, może jakiś ptak. Ani przez chwilę nie przyszłoby ci do głowy, że pod twoimi stopami spoczywa trzy tysiące lat ludzkiej historii. Dokładnie tak było w przypadku archeologów, którzy rozpoczęli wykopaliska przed zwykłym projektem chroniącym tereny naturalne. To, co znaleźli, całkowicie ich poraziło.
Ogromne badanie, które trwało prawie dziesięć lat, objęło ponad sto tysięcy osób. Wyniki są niepokojące: osiem powszechnie stosowanych konserwantów, znajdowanych w codziennych produktach spożywczych, może zwiększać ryzyko nadciśnienia i chorób serca. Może warto teraz dokładniej przyjrzeć się temu, co ląduje w naszym koszyku na zakupy?
Naukowcy z Mayo Clinic natrafili przypadkiem na ukryty zapasowy system w nerkach, który pomaga regulować gospodarkę wodną — zupełnie inny niż mechanizm, który dotychczas uważaliśmy za jedyny. Odkrycia dokonano w zaskakujących okolicznościach: dzięki osiemdziesięcioletniemu lekowi na dnę, który w ogóle nie powinien był zadziałać. A to może zmienić podejście do leczenia jednej z najpoważniejszych chorób nerek, na którą cierpią miliony ludzi.
Niektóre pszczoły mają swoje sekretne schronienie przed upałem. Inne — nie. Nowe badania pokazują, że to, gdzie pszczoła zakłada gniazdo, może zadecydować o tym, czy przetrwa w naszym ocieplającym się świecie. Szczerze mówiąc, te wyniki sprawiły, że przemyślałem wszystko, co myślałem o tych pracowitych malutkich zapylaczach.
Dwie największe teorie fizyki nie potrafią ze sobą współpracować — ale zwariowana nowa koncepcja sugeruje, że sam wszechświat może przechowywać zapis wszystkiego, co kiedykolwiek się wydarzyło, i że ta pamięć może być kluczem do zrozumienia tajemniczej ciemnej substancji, która stanowi 95% rzeczywistości.
Wszechświat ma problem z pamięcią. Nie, nie chodzi o to, że zapomniałeś, gdzie położyłeś klucze — mam na myśli to, że sama fizyka zmaga się z głęboką sprzecznością, która od dziesięcioleci nie да spokoju naukowcom.
Oto o co chodzi: ogólna teoria względności Einsteina (która wyjaśnia grawitację i jak cosmos zachowuje się w wielkich skalach) oraz mechanika kwantowa (która rządzi światem atomów i cząstek) to obie niesamowicie skuteczne teorie. Są jak dwóch gwiazdowych sportowców, którzy są świetni na swoich pozycjach, ale absolutnie nie są w stanie grać w jednej drużynie.
Napięcie staje się szczególnie bolesne, gdy próbujemy zrozumieć czarne dziury, ciemną materię, ciemną energię i to, jak wszystko się zaczęło.
A tutaj — ciemna materia i ciemna energia? To nie są drobne szczegóły. To one tak naprawdę prowadzą całe przedstawienie. Ciemna materia stanowi około 27% wszechświata, a ciemna energia mniej więcej 68%. Wszystko, co możemy zobaczyć i dotknąć — gwiazdy, planety, ty, ja, twoja poranna kawa — to mniej niż 5%. Trochę uwłaczające, prawda?
Więc tutaj robi się ciekawie. Niektórzy badacze proponują teraz coś, co brzmi niemal filozoficznie: a co jeśli sama informacja jest najbardziej podstawową rzeczą w rzeczywistości — bardziej podstawową niż materia, energia, a nawet przestrzeń i czas?
Nazywają ten framework Matrixą Pamięci Kwantowej (QMM), i szczerze mówiąc, im więcej o tym czytam, tym bardziej czuję, że wszechświat próbuje nam coś przekazać.
Podstawowa idea wygląda tak: czasoprzestrzeń nie jest właściwie gładka i ciągła, jak zwykle sobie wyobrażamy. Zamiast tego składa się z malutkich, dyskretnych komórek — trochę jak cyfrowe obrazy złożone z pikseli, z tą różnicą, że to są piksele samej rzeczywistości.
I tutaj pojawia się piękna część: każda z tych komórek może przechowywać informacje o wszystkim, co przez nią przechodzi. Każda cząstka, która przemknie, każda siła, która działa w tym regionie, każda interakcja — wszystkie zostawiają kwantowy „ślad" w lokalnej czasoprzestrzeni.
Innymi słowy, wszechświat nie tylko się rozwija. On pamięta.
Pomyśl o tym przez chwilę. Każde wydarzenie, każda interakcja, każda chwila — wszystko jest zapisywane w strukturze przestrzeni. Żyjemy wewnątrz kosmicznego dziennika, który nigdy nie zapomina.
To prowadzi nas do jednego z najsłynniejszych problemów fizyki: paradoksu informacyjnego czarnych dziur. Czarne dziury są tak gęste, że nic — nawet światło — nie może się z nich wydostać. Zgodnie ze względnością Einsteina, wszystko, co wpada do czarnej dziury, znika na zawsze.
Ale jest haczyk — mechanika kwantowa mówi, że to niemożliwe. Informacja nigdy nie może zostać naprawdę zniszczona. Przez lata fizycy łamali sobie głowy nad tą sprzecznością.
QMM oferuje potencjalne wyjście: gdy materia wpada do czarnej dziury, komórki czasoprzestrzeni wokół niej nagrywają jej ślad. Gdy czarna dziura ostatecznie odparowuje (proces przewidywany przez fizykę kwantową), informacja nie jest stracona — została już zapisana w pamięci czasoprzestrzeni. Wszechświat zachował paragon.
Ale badacze na tym nie poprzestali. Zaczęli się zastanawiać: jeśli czasoprzestrzeń pamięta wszystko poprzez grawitację, co z innymi podstawowymi siłami? Okazuje się, że ta sama zasada obowiązuje. Silne i słabe siły jądrowe, które trzymają atomydw razem, również zostawiają ślady w czasoprzestrzeni. Nawet elektromagnetyzm — siła stojąca za błyskawicami i magnesami — zmienia stan pamięci komórek czasoprzestrzeni.
To zaprowadziło ich do szerszej zasady, którą nazwali dualnością geometrii i informacji. Istotnie, kształt czasoprzestrzeni nie jest tylko wpływany przez masę i energię (jak uczył nas Einstein), ale także przez to, jak rozmieszczona jest informacja kwantowa — zwłaszcza przez splątanie, to zjawisko kwantowe, gdzie cząstki mogą być połączone na ogromnych odległościach.
A tutaj robi się naprawdę zwariowanie. Badacze odkryli, że skupiska tych kwantowych śladów zachowują się dokładnie jak ciemna materia. Gromadzą się pod wpływem grawitacji i wyjaśniają, dlaczego galaktyki obracają się z prędkościami, które nie mają sensu, jeśli liczymy tylko widoczną materię. Niepotrzebne żadne egzotyczne nowe cząstki — po prostu nagromadzona pamięć wszystkiego, co kiedykolwiek się wydarzyło.
A ciemna energia? Ta tajemnicza siła przyspieszająca ekspansję wszechświata? Gdy komórki czasoprzestrzeni się nasycają i nie mogą już rejestrować nowych informacji, przyczyniają się do szczątkowej energii w czasopprzestrzeni. I tutaj pojawia się niesamowita część: ta resztkowa energia ma dokładnie taką matematyczną postać jak stała kosmologiczna — termin reprezentujący ciemną energię w naszych równaniach. Wartość nawet zgadza się z tym, co zaobserwowali astronomowie.
Ciemną materię i ciemną energię można dosłownie nazwać dwiema stronami tej samej informacyjnej monety. To nie są egzotyczne substancje — to po prostu to, co się dzieje, gdy rzeczywistość pamięta samą siebie.
A tutaj moja głowa naprawdę zaczęła pracować. Jeśli czasoprzestrzeń ma skończoną pamięć, co się stanie, gdy całkowicie się zapełni? Według ich najnowszych badań (właśnie przyjętych do publikacji), odpowiedź może być cyclic wszechświat — taki, który przechodzi przez narodziny i śmierć w kółko.
Każdy cykl ekspansji i kontrakcji dodaje więcej entropii (zasadniczo miary nieporządku) do kosmicznej księgi rachunkowej. Gdy pojemność pamięci zostaje maksymalnie wykorzystana, zamiast zapadać się w osobliwość, wszechświat „odbija się" w nowy cykl ekspansji.
Szacują, że nasz wszechświat przeszedł już przez trzy lub cztery takie cykle, z mniej niż dziesięcioma pozostałymi. Gdy wszystkie cykle się zakończą, wszechświat wchodzi w fazę końcową spowalniającej ekspansji — i koniec z odbiciami.
To oznacza, że prawdziwa „epoka informacyjna" naszego kosmosu to około 62 miliardy lat, nie te 13,8 miliarda, o których zwykle mówimy. Żyjemy w środku znacznie dłuższej historii.
Oczywiście muszę być z wami szczery: to jest wysoce teoretyczne stuff. Duża część tych badań wciąż przechodzi recenzję, a idee są spekulatywne. Ale jest w tym frameworku coś głęboko satysfakcjonującego. Zbiera dwie pozornie nieprzejednane teorie i splata je przez trzecie pojęcie — informację — która okazuje się fundamentalna dla obu.
Może wszechświat to nie tylko miejsce, gdzie coś się dzieje. Może to miejsce, gdzie wszystko, co kiedykolwiek się wydarzyło, zostawia trwały ślad. I może, być może, właśnie to ciemna materia i ciemna energia próbują nam cały czas powiedzieć.
Nie wiem jak wy, ale ja znajduję w tym dziwnie pocieszającą myśl. Nie tylko przechodzimy przez zapomniany kosmos. Jesteśmy częścią wszechświata, który pamięta wszystko — i ta pamięć jest zapisana w samej strukturze rzeczywistości.
A teraz, jeśli mi wybaczycie, muszę iść spojrzeć na nocne niebo i poczuć odpowiedni podziw.
Źródło: ScienceDaily — "Czy kosmiczna pamięć może wyjaśnić ciemną materię, ciemną energię i czarne dziury?"
Myślałem, że Honda nie ma konkurencji, jeśli chodzi o niezawodny sprzęt ogrodowy. No ale jak zacząłem się przyglądać tym dwóm kosiarkom bezprzewodowym i porównywać je ze sobą, wyszło na jaw coś, czego się nie spodziewałem: ta utytułowana marka tak naprawdę goni za innymi, a rezultaty są naprawdę zaskakujące.
Naukowcy właśnie odkryli coś fascynującego. Istnieje darmowa, prosta czynność, która potrafi sprawić, że jesteś szczęśliwszy, mniej zestresowany i lepiej połączony ze światem dookoła. A prawdopodobnie mijasz ją przez całe życie. Mówię o sile zachwytu.
Tajemnicze obiekty u wybrzeży USA – czy ktoś nam się przygląda?
W pobliżu amerykańskich wybrzeży zaobserwowano ponad 9000 tajemniczych obiektów, a liczba zgłoszeń wcale nie spada. Weterani wojskowi, byli oficerowie marynarki, a nawet Pentagon traktują te podwodne anomalie poważnie – i szczerze mówiąc, po tym jak wgłębiłam się w ten temat, myślę, że Ty też zaczniesz.
Muszę być z Wami szczera. W tym tygodniu wpadłam w prawdziwą króliczą norę i jeszcze nie bardzo wiem, jak się z niej wydostać. Zaczęło się niewinnie – zobaczyłam w sieci coś o „podwodnych UFO", przewróciłam oczami (bo, no bo serio?), ale i tak kliknęłam w artykuł, bo ciekawość wzięła górę. Trzy godziny później byłam w najfascynującym internecie, w jakim kiedykolwiek się znalazłam.
Co się tam dzieje?
Od sierpnia 2025 roku aplikacja o nazwie Enigma zbiera zgłoszenia dotyczące tajemniczych obiektów w pobliżu amerykańskich wybrzeży i akwenów. I gdy mówię „zbiera zgłoszenia", mam na myśli ponad 9000 doniesień. DZIEWIĘĆ TYSIĘCY. To nie literówka i zdecydowanie nie jest to mała liczba. Większość zgłoszeń pochodzi z Kalifornii i Florydy – prawdopodobnie dlatego, że to tam jest najwięcej wybrzeża i najwięcej ludzi wpatrujących się w ocean. Ale mimo wszystko. To sporo osób widzących sporo dziwnych rzeczy w wodzie.
A tutaj robi się naprawdę ciekawie. To nie są ludzie twierdzący, że widzieli światła na niebie. Badacze nazywają je USOs – Unidentified Submerged Objects, czyli Niezidentyfikowane Obiekty Zanurzone. Kluczowe słowo to „zanurzone". Te obiekty są dostrzegane w wodzie, a według relacji świadków niektóre z nich zdają się przelatywać między powietrzem a wodą z prędkościami, od których może się zakręcić w głowie. Mówimy o setkach mil na godzinę. W wodzie. A dla tych, którzy nie pamiętają fizyki ze szkoły średniej – woda jest około 800 razy gęstsza od powietrza. Więc poruszanie się szybko pod wodą jest... no, naprawdę trudne. A jednak.
Słynny incydent z Tic-Tac
Jeśli cokolwiek słyszałaś o podwodnych UFO czy USOs, prawdopodobnie słyszałaś o incydencie „Tic-Tac". Wydarzył się w 2004 roku u wybrzeży San Diego i stał się swego rodzaju wzorcowym przypadkiem takich spotkań. Oto co się stało: komandor David Fravor leciał myśliwcem F/A-18F, gdy zauważył anomalię na radarze około 100 mil od wybrzeża. Kiedy spojrzał w dół, zobaczył coś białego i owalnego unoszącego się tuż nad pianą – bez skrzydeł, bez spalin, bez niczego, co przypominałoby jakikolwiek znany mu statek powietrzny. Obiekt miał około 14 metrów długości i pojawił się zarówno na kamerze termowizyjnej, jak i zwykłej.
A tutaj zaczyna się najdziksza część. Kiedy Fravor próbował go przechwycić – wiecie, tak jak robią to piloci wojskowi, gdy widzą coś podejrzanego – obiekt po prostu zniknął. Przyspieszył tak szybko, że czujniki nie mogły za nim nadążyć. Żadnego śladu spalin. Żadnego naddźwiękowego huku. Po prostu... gone.
Ta sprawa była utajniona przez ponad dekadę. Jakiś rozmazany film wyciekł i przez lata przeszedł prawie bez echa. Potem w 2017 roku „New York Times" opisał całą sprawę i nagle wszyscy mówili o Tic-Tacach. Fravor zeznawał przed Kongresem w 2023 roku, a ja oglądałam część jego zeznań. Wierzcie mi, ten człowiek nie brzmi jak ktoś, kto chce się Dorobić sławy albo sprzedać książkę. Brzmi jak oficer wojskowy, który zobaczył coś, czego nie potrafi wyjaśnić, i wyraźnie to go prześladuje od prawie 20 lat.
Co myślą eksperci?
Nie każdy jest gotów powiedzieć „to kosmici" (i szczerze mówiąc, jako osoba o naukowym podejściu, doceniam tę ostrożność). Ale emerytowany kontradmirał Tim Gallaudet, który był głównym meteorologiem marynarki, od lat bada te zjawiska. I jego wniosek? „Nie sądzę, by pochodziły ze świata naturalnego, jaki znamy" – powiedział. „Mogą pochodzić z Ziemi, ale nie sądzę, by należały do królestwa roślin i zwierząt, jakie znamy."
Wow. To poważne słowa od kogoś, kto całą karierę spędził w marynarce. I nie jest jedyny. Inni przedstawiciele wojska i wywiadu się wypowiadali, a w Kongresie pojawiła się nawet dwuplatformowa inicjatywa, by zmienić oficjalną terminologię z „Niezidentyfikowanych Zjawisk Powietrznych" (UAPs) na „Niezidentyfikowane Zjawiska Anomalne" – drobna, ale znacząca zmiana, która przyznaje, że te obiekty mogą robić różne rzeczy w wodzie, nie tylko w powietrzu.
Pentagon opublikował część materiałów i dokumentacji, choć wiele spraw pozostaje oficjalnie „nierozwiązanych". W jednym z niedawno ujawnionych nagrań zatytułowanym „Kule nad Stawem" analitycy opisali „plazmową sferę", która zmieniała kształt i jasność, a potem zniknęła po 45 minutach. Ich najlepsze wyjaśnienie? Światło słoneczne odbijające się od śniegu. Ale przyznali, że to tylko przypuszczenie o „niskim stopniu pewności".
Problem z fizyką
Oto co naprawdę nie дава mi spać w nocy w tej sprawie. Te obiekty, cokolwiek by to nie było, zdają się łamać podstawowe prawa fizyki. Admirał Gallaudet ujął to tak: „Na razie nie zbudowaliśmy niczego, co mogłoby się tak szybko poruszać pod wodą i nie zmieniać prędkości przy przejściu z wody do powietrza. Wiele z nich wykazywało super-szybkie przyspieszenie i wykonywało ostre zwroty pod kątem prostym. Nie potrafimy jeszcze zaprojektować pojazdów, które by to potrafiły."
Pomyślcie o tym. Ostre zwroty pod kątem prostym przy dużych prędkościach. Płynne przejścia między wodą a powietrzem bez zwalniania. Brak widocznego układu napędowego. To nie są tylko „dziwne" rzeczy – są niemożliwe według naszej obecnej wiedzy inżynieryjnej.
Czy może być jakieś wyjaśnienie inne niż kosmici? Może. Usterki radaru. Zjawiska atmosferyczne. Tajna technologia wojskowa, o której nie wiemy. Ale kiedy zbierze się setki czy tysiące wiarygodnych zgłoszeń od zwykłych ludzi, pilotów wojskowych i operatorów radaru, wyjaśnienie „to wszystko pomyłka" zaczyna brzmieć trochę cienko.
Więc o co chodzi?
Słuchajcie, nie jestem tu po to, by Wam mówić, w co macie wierzyć. Jestem tu po to, by powiedzieć, że to prawdziwa historia z prawdziwymi dowodami i prawdziwymi ludźmi – w tym emerytowanymi oficerami wojskowymi – którzy traktują ją poważnie. Rząd stworzył specjalne grupy zadaniowe. Kongres przeprowadził przesłuchania. Zgłoszenia wciąż napływają.
Czy te obiekty to kosmiczni przybysze, jakiś nieznany fenomen naturalny, czy może coś zupełnie innego – myślę, że wszyscy możemy się zgodzić, że ocean to jedno z najsłabiej zbadanych miejsc na naszej własnej planecie. Wiemy więcej o powierzchni Marsa niż o dnie Rowu Mariańskiego. Może to, co tam jest, ukrywało się na widoku przez cały czas – dosłownie pod falami.
I może czas zacząć uważniej patrzeć na to, co pływa w naszym własnym podwórku, zanim zaczniemy wycelowywać teleskopy w gwiazdy.
Jedno jest pewne: następnym razem, gdy pojadę nad morze, z pewnością będę baczniej obserwować wodę. Na wszelki wypadek.
Źródło: https://www.popularmechanics.com/military/a71606823/underwater-ufo-sightings
Kto z nas nie marzył o kąpieli w gorącej wodzie, gdy za oknem chłód? Jeszcze niedawno oznaczało to jedno: długie oszczędzanie albo wielką inwestycję w basen ogrodowy. Ale powoli się to zmienia. Dmuchane wanny z hydromasażem zdobywają rynek i robią to w wielkim stylu. Dlaczego warto się nimi zainteresować? Już tłumaczę.
Prawdopodobnie słyszałeś o El Niño, ale czy wiesz, że jedno potężne zjawisko El Niño pod koniec lat 70. XIX wieku mogło zabić nawet 50 milionów ludzi? Ta zapomniana katastrofa daje nam do myślenia w kontekście ocieplenia klimatycznego.
Katastrofa, o której mało kto słyszał
Zadam ci pytanie. Co uważasz za najbardziej śmiertcionośne wydarzenie ostatnich 150 lat? Pierwsza wojna światowa? Pandemia grypy hiszpanki z 1918 roku? Obie były niewątpliwie niszczycielskie. Ale jest jedna katastrofa, która zabiła co najmniej tak samo wielu ludzi (a może nawet więcej), a prawie nikt o niej nie mówi. I co najdziwniejsze? Spowodowała ją pogoda — coś, czego większość z nas uczyła się na lekcjach geografii.
W latach 1876–1878 globalne zjawisko klimatyczne wywołało klęski głodu, które pochłonęły około 50 milionów ofiar w Azji, Ameryce Południowej i Afryce. Trzy lata, trzy kontynenty, liczba ofiar, przy której większość katastrof wygląda jak statystyczny błąd zaokrąglenia. Naukowcy nazwali to „być może najgorszą katastrofą environmentalną, jaka kiedykolwiek dotknęła ludzkość". A mimo to — kiedy ostatnio słyszałeś, żeby ktoś o tym wspominał?
Co to właściwie jest El Niño?
Wyjaśnię to prostymi słowami, bo nauka za tym stojąca jest naprawdę fascynująca (i mam na myśli fascynującą w przerażający sposób, kiedy się to zrozumie).
Wiesz, jakie są pasaty? Te wiatry, które wieją nad Oceanem Spokojnym? Zazwyczaj pchają ciepłą wodę z Ameryki Południowej na zachód, w stronę Azji. Powstaje coś w rodzaju taśmociągu — zimna woda unosi się z głębin w pobliżu wybrzeży obu Ameryk.
El Niño pojawia się, gdy te pasaty słabną lub odwracają kierunek. Ciepła woda cofa się na wschód, zimne wody głębinowe przestają się unosić i nagle cały Pacyfik zaczyna grać według innych zasad. Dla Ameryki Północnej oznacza to zazwyczaj łagodniejsze zimy na północy i powodzie na południowym zachodzie.
La Niña to z grubsza odwrotność — pasaty stają się wyjątkowo silne i spychanie ciepłą wodę w stronę Azji przyspiesza.
Te wzorce są częścią zjawiska zwanego ENSO, czyli El Niño-Oscylacja Południowa, i występują od tysięcy lat. Ale czasem wymykają się spod kontroli.
Idealna burza (dosłownie)
W 1877 roku świat został trafiony super El Niño — jednym z najsilniejszych, jakie zanotowano. Minnesota przeżyła najcieplejszą zimę w historii pomiarów. Kraje na całym świecie doświadczyły brutalnych suszy.
Ale to, co naprawdę mnie fascynuje: naukowcy uważają, że samo El Niño nie było do końca winne. To był raczej ostatni cios w serii uderzeń.
Lata poprzedzające 1877 rok przyniosły już chłodne warunki w tropikalnym Pacyfiku. Dodatkowo wystąpiło zjawisko zwane dipol oceanu Indyjskiego — podobny wzorzec klimatyczny, który totalnie się pogorszył. Atlantyk też był nietypowo ciepły.
Wszystkie te czynniki zgrały się w najgorszym możliwym momencie, tworząc to, co badacze nazywają „idealnymi warunkami do katastrofy". A potem ludzie jeszcze pogorszyli sprawę.
Czynnik ludzki
To jest część, która naprawdę mną wstrząsa. Susze wywołały klęski głodu, to jasne. Ale naukowcy, którzy badali to zdarzenie, odkryli, że prawdziwy powód, dla którego te susze stały się katastrofą, nie był tylko meteorologiczny — byliśmy to my.
„Polityczne i ekonomiczne czynniki, zwłaszcza zaniedbanie lub zniszczenie tradycyjnych systemów magazynowania wody i zboża, odpowiadały za przekształcenie nieurodzaju w bezprecedensową masową umieralność" — napisali.
Pomyśl o tym. Ludzie uprawiali te tereny od pokoleń, wypracowali systemy magazynowania zboża i zarządzania wodą. Władze kolonialne i lokalne rządy albo te systemy ignorowały, albo niszczyły, albo nie potrafiły ich utrzymać. Kiedy klimat uderzył, nie było żadnej poduszki ochronnej.
Autorzy badania z 2018 roku w Journal of Climate powiedzieli to wprost: El Niño i zjawiska klimatyczne z lat 1876–78 „pomogły stworzyć globalne nierówności, które później nazwano światem Pierwszego i Trzeciego Świata".
To jest mocne. Wzorzec pogodowy dosłownie zmienił kształt globalnej gospodarki i nierówności, z którymi walczymy do dziś.
Czy to może się powtórzyć?
Tu robi się ciekawie. Badacze porównali to El Niño z lat 1877–78 z innymi super El Niño w nowszej historii: 1982–83, 1997–98 i 2015–16. Statystycznie rzecz biorąc, wydarzenie z 1877 roku nie było znacząco silniejsze od tych. Więc tak — super El Niño zdarzają się. Zdarzały się wcześniej i zdarzą się ponownie.
Dobra wiadomość? Nie żyjemy w latach 70. XIX wieku. Nowoczesne rolnictwo uważnie monitoruje te wzorce. Nikt nie przewiduje klęski głodu na taką skalę. Mamy systemy wczesnego ostrzegania, organizacje humanitarne, naukę rolniczą, których wiek XIX po prostu nie miał.
Ale — i zawsze jest jakieś ale — tym razem mamy nową zmienną: zmiany klimatyczne. Nasze oceany są cieplejsze niż nawet kilka dekad temu. To oznacza, że kiedy następne super El Niño uderzy, trafi na świat, który już ma gorączkę.
Czego możemy się nauczyć?
Jeden z badaczy, Vimal Mishra z Indian Institute of Technology Gandhinagar, powiedział to tak: Wielki Głód z lat 1876–78 „daje nam pojęcie, jak być lepiej przygotowanym. Pokazuje, że tak wygląda najgorszy możliwy scenariusz".
Uwielbiam takie podejście. Chodzi nie o strach przed El Niño — chodzi o uświadomienie sobie, że żyjemy w świecie, gdzie klimat naprawdę może zniszczyć cywilizację, i że najlepszą obroną jest zrozumienie, przygotowanie i nie Demolowanie systemów, które chronią nas, kiedy wszystko idzie dobrze.
Nie możemy zatrzymać El Niño. Ale możemy zadbać o to, żeby nie złapała nas z zaskoczenia, kiedy nadejdzie.
Następne super El Niño nadchodzi. Pytanie brzmi: czy będziemy gotowi?
Ile razy zdarzyło ci się stracić godziny pracy przez nagły zanik prądu? Mnie wystarczająco dużo. Dlatego w końcu przetestowałem rozwiązanie, które było dosłownie na wyciągnięcie ręki – dostępne na Amazonie, w rozsądnej cenie. I szczerze? To może być najbardziej praktyczny zakup technologiczny, jaki możesz zrobić do swojego biura w domu w tym roku.
Naukowcy właśnie odkryli coś zaskakującego o popularnych lekach na odchudzanie i cukrzycę — Ozempic i Wegovy. Nowe badania sugerują, że te preparaty mogą robić coś więcej niż tylko tłumić apetyt. Według naukowców mogą one również ograniczać zachowania agresywne, zmieniając sposób, w jaki ludzie reagują na impulsy i alkohol. Co to oznacza i dlaczego badacze są tak zaintrygowani?
Vaquita to najmniejszy i najbardziej zagrożony gatunek morświna na świecie. Od dziesięcioleci cicho znika z Zatoki Kalifornijskiej w Meksyku. W dziczy zostało ich zaledwie kilka sztuk. Naukowcy ścigają się teraz z czasem, żeby użyć najnowocześniejszej technologii skanowania 3D i stworzyć szczegółowy cyfrowy zapis, zanim będzie za późno.
Najnowsze badania wskazują, że nasze ciała mogą już mieć wbudowane narzędzia do regeneracji — głęboko w środku. Po prostu jeszcze nie wiemy, jak je uruchomić. Zespół z Texas A&M opracował dwuetapowe podejście, które może zmienić wszystko, co sądziliśmy o ludzkim zdrowieniu.
Naukowcy odkryli w ekwadorskiej Amazonii dziką odmianę pająka, która wygląda dokładnie jak śmiertelny grzyb atakujący jej własnych pobratymców. Mowa o prawdziwym igraniu z ogniem! Ten sprytny mały pajęczak wykształcił niesamowicie konkretny kamuflaż, który śmiało można nazwać najbardziej makabryczną strategią przetrwania w całym królestwie zwierząt.